Trwa zakrojona na szeroką skalę obława za Tadeuszem Dudą, podejrzanym o brutalne morderstwo swojej córki i zięcia oraz ciężkie ranienie teściowej. Do zbrodni doszło w miejscowości Stara Wieś pod Limanową. W działania zaangażowano ponad 450 funkcjonariuszy, śmigłowce Black Hawk, drony i psy tropiące. Policja nie wyklucza, że podejrzany wciąż żyje i może być uzbrojony. – Jeśli żyje i się ukrywa, jest bardzo niebezpieczny. Jego determinacja, by nie dać się złapać, jest ogromna – mówi insp. Mariusz Sokołowski, były rzecznik Komendy Głównej Policji.
Obława na niespotykaną skalę
Poszukiwania rozpoczęły się natychmiast po odkryciu ciał. Do późnych godzin nocnych i od świtu służby przeczesują teren Beskidu Wyspowego. Region, ze względu na swoje górzyste i zalesione ukształtowanie, stanowi olbrzymie wyzwanie operacyjne. Co więcej, bliskość granicy ze Słowacją może sugerować, że poszukiwany mógł próbować ucieczki z kraju.
Według insp. Sokołowskiego, działania policji prowadzone są równolegle w trzech kierunkach:
– Zakładamy, że sprawca może się przemieszczać, dlatego prowadzone są działania pościgowe. Drugim scenariuszem jest to, że ukrywa się w lesie, próbując przeczekać obławę. Trzecia możliwość, niestety też bardzo realna, to samobójstwo. Dlatego policja równolegle przeszukuje potencjalne miejsca, w których mogłyby znajdować się zwłoki – tłumaczy ekspert.
„Czuje się jak zwierzyna łowna”
Wizerunek Tadeusza Dudy został upubliczniony. Ostrzeżenia trafiły do mieszkańców Małopolski, Podkarpacia i Świętokrzyskiego przez system alertów RCB. Zdaniem eksperta, taki rozgłos może wywołać u sprawcy silne poczucie zagrożenia:
– W takiej sytuacji człowiek zaczyna postrzegać każdego jako potencjalne zagrożenie. Unika ludzi, staje się coraz bardziej zdesperowany i nieprzewidywalny – mówi Sokołowski.
– Jeśli ma przy sobie broń, a wszystko na to wskazuje, stanowi realne zagrożenie dla każdego, kto się do niego zbliży.
Lawina zgłoszeń – nie każda informacja pomaga
Policja apeluje o kontakt do świadków, którzy mogą mieć jakiekolwiek informacje o sprawcy. Problem w tym, że przy tak dużym zainteresowaniu społecznym, do służb trafia ogromna liczba zgłoszeń – często nieistotnych. – Każdy sygnał trzeba sprawdzić, bo ten jeden może okazać się kluczowy. To duże obciążenie dla zespołów operacyjnych – zaznacza Sokołowski.
Kolejna tragedia rodzinna
Zabójstwo w Starej Wsi to nieodosobniony przypadek. Ekspert przypomina podobną tragedię z marca tego roku w Prusicach na Dolnym Śląsku, gdzie strażnik więzienny zastrzelił teściową i córkę, ranił również syna, który później zmarł.
– Większość zabójstw w Polsce nie ma charakteru mafijnego czy rabunkowego. To przemoc domowa, konflikty w rodzinie, które eskalują. Ludzie sięgają po nóż, siekierę, broń – przeciwko swoim najbliższym. Takie zbrodnie są najtrudniejsze do przewidzenia i zapobieżenia – komentuje Sokołowski.
Jego zdaniem nawet najlepszy system ochrony nie wejdzie w cztery ściany prywatnych domów. – Często są to rodziny, które na zewnątrz wyglądają zupełnie normalnie, ale skrywają tajemnice i napięcia. Trudno oczekiwać, by państwo prewencyjnie kontrolowało relacje rodzinne. Jeśli wcześniej były sygnały, że ten człowiek może być niebezpieczny, należało je przeanalizować. Ale ogólnie rzecz biorąc – to dramat rozgrywający się w przestrzeni prywatnej, której nie da się całkowicie kontrolować – kwituje.
Źródło: Wirtualna Polska / oprac. własne
Zdjęcie: Policja / materiały prasowe


















