Strona główna / Kultura / „Pamięć nie jest luksusem” – wspomnienie o Czesławie Miłoszu w 21. rocznicę jego śmierci

„Pamięć nie jest luksusem” – wspomnienie o Czesławie Miłoszu w 21. rocznicę jego śmierci

Prawdziwa miłość to ta, która nie liczy na wzajemność” – te słowa Czesława Miłosza, zapisane w jednym z jego późnych wierszy, brzmią dziś jak przesłanie pozostawione nam wszystkim. Minęło już 21 lat od dnia, gdy poeta odszedł w Krakowie, w swoim mieszkaniu przy ulicy Bogusławskiego. A jednak jego obecność jest wciąż namacalna – w bibliotecznych półkach, w notatkach studentów polonistyki, w rozmowach tych, którzy potrafią słuchać nie tylko faktów, ale i tonów ukrytych między słowami.

Miłosz był poetą, który przeszedł przez wiek dwudziesty jak przez pole minowe – świadomy, że każdy krok może oznaczać konfrontację z czymś, co zburzy dotychczasowy porządek. „Rodzaj mój podły jest, jak wszyscy ludzie; ale mam w sobie tę dumę, że wiem, co robię” – pisał w „Traktacie poetyckim”. Nie szukał w literaturze ucieczki od rzeczywistości. Wręcz przeciwnie – jego wiersze były jej zapisem, czasem brutalnym, czasem czułym, ale zawsze uczciwym.

W Krakowie, gdzie spędził ostatnią dekadę życia, znalazł coś w rodzaju przystani – nie tyle spokojnej, co bliskiej. Miasto odwzajemniło tę więź, nadając mu w 1993 roku tytuł honorowego obywatela. On sam potrafił z ironią, ale i czułością mówić o Polsce i Polakach. „Jestem Polakiem – to znaczy człowiekiem, który ma obowiązek wobec języka” – mawiał.

Szetejnie na Litwie, Wilno, Warszawa w czasie wojny, Paryż, Berkeley, Nowy Jork, wreszcie Kraków – jego życie było mapą przesiedleń, ale też mapą wewnętrznych wędrówek. Widział, jak rodzą się i upadają imperia, jak słowa mogą ratować pamięć, ale i ranić, gdy zostaną źle użyte. „Zawsze wydawało mi się, że poezja jest aktem ocalania świata” – notował.

Dla Miłosza pamięć była narzędziem moralnym. Nigdy nie godził się na wygodne zapomnienie. W „Piosence o końcu świata” pisał: „A ci, co czekali błyskawic i gromów, są zawiedzeni”. On wiedział, że katastrofa rzadko przychodzi z hukiem – częściej wkrada się cicho, niezauważona, w codziennym braku wrażliwości.

Kiedy odszedł 14 sierpnia 2004 roku, jego ciało złożono w Krypcie Zasłużonych na Skałce. Wtedy wielu z nas miało poczucie, że zamknęła się nie tylko pewna biografia, ale też ważny rozdział w polskiej kulturze – ten, w którym poezja miała odwagę stawiać pytania o sens, odpowiedzialność i wierność własnemu sumieniu.

Dziś, 21 lat później, wciąż możemy do niego wracać. Do wiersza, w którym pisał: „Wiem, że kiedyś będę musiał powiedzieć: żegnaj, / ale nie teraz”. My też mówimy: żegnaj, Panie Czesławie – ale nie teraz. Jeszcze nie. Bo dopóki czytamy, dopóki pamiętamy, dopóki słyszymy jego głos w ciszy biblioteki czy tramwaju – on wciąż jest między nami.

Sign Up For Daily Newsletter

Stay updated with our weekly newsletter. Subscribe now to never miss an update!

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

error: Content is protected !!