Planowany wypoczynek w Krakowie zamienił się dla jednej z turystek w stresującą sytuację. Kobieta zarezerwowała apartament, licząc na spokojny pobyt, zwiedzanie i nocleg w komfortowych warunkach. Niestety kilka dni przed wyjazdem otrzymała wiadomość od właścicielki lokalu, która poinformowała o „poważnej awarii” i poprosiła o anulowanie rezerwacji.
– „Dzisiaj rano dostałam wiadomość przez Booking od właścicielki apartamentu. Napisała, że nie mogą nas przyjąć, bo wystąpiła poważna awaria i lokal musi być wyłączony z użytkowania. Poprosiła o anulowanie rezerwacji. Faktycznie miałam w systemie opcję bezpłatnej anulacji do godz. 18.00 tego dnia, więc – wierząc jej na słowo – kliknęłam 'anuluj’” – relacjonuje turystka.
Chwilę później kobieta zauważyła, że ten sam apartament, w tym samym terminie, pojawił się ponownie w ofercie, ale… droższy o 600 zł. Cena wzrosła z 870 zł do 1460 zł. Próby kontaktu z właścicielką nie przyniosły efektu – gospodyni nie odbierała telefonów ani nie odpowiadała na wiadomości. Po kilku godzinach oferta zniknęła całkowicie, a na stronie pojawiła się informacja, że apartamenty są wyprzedane.
Jak wynika z doświadczeń turystki, opisany proceder nie jest odosobniony. W szczycie sezonu niektórzy wynajmujący podają fałszywe powody, takie jak awaria czy remont, aby zachęcić gości do anulowania rezerwacji. Dzięki temu mogą natychmiast wystawić ten sam nocleg w wyższej cenie, nie ponosząc żadnego ryzyka finansowego.
Według polityki Bookingu, jeśli rezerwację anulowałby właściciel, serwis musiałby znaleźć gościowi nocleg w podobnym standardzie na jego koszt. Gdy jednak anulowanie dokonuje sam klient, właściciel nie ponosi żadnych konsekwencji – co sprawia, że nieuczciwe praktyki stają się coraz bardziej powszechne.
Turyści powinni więc zachować ostrożność i weryfikować wszelkie prośby o anulowanie rezerwacji, aby uniknąć dodatkowych kosztów i nieprzyjemnych sytuacji podczas wakacyjnego wyjazdu.

















