Strona główna / Małopolska / Kraków / Piątkowy dramat w krakowskim urzędzie, czyli jak odświeżacz powietrza zmienił politykę w teatr absurdu

Piątkowy dramat w krakowskim urzędzie, czyli jak odświeżacz powietrza zmienił politykę w teatr absurdu

Piątek w Krakowie zapowiadał się zwyczajnie – do momentu, gdy media obiegły dramatyczne komunikaty z ratusza. Prezydent Aleksander Miszalski (PO) oznajmił, że urzędnicy zostali zaatakowani żrącą substancją. „To akt nienawiści! To szczucie na urzędników! To zamach na nasze miasto!” – grzmiały nagłówki. Na chwilę naprawdę uwierzyłem, że Kraków znalazł się w epicentrum chemicznej wojny.

Tymczasem rzeczywistość okazała się równie groźna jak domowy kot w kombinezonie – czyli w praktyce: bezpieczna. Cały incydent to… happening przygotowany przez portal Krowoderska.pl. Tak, dziennikarze w kombinezonach przyszli do urzędu, by walczyć z „epidemią kolesiostwa”. Wyposażeni w „groźne środki”, groźnie psiknęli… odświeżaczem powietrza. Tak, dokładnie – tym samym, którego większość z nas używa codziennie, by zamaskować zapach starych akt i czwartkowej kawy.

Nie da się ukryć, że sytuacja była świetnym testem dla krakowskiej PO: panika urzędników w połączeniu z dramatyzującymi komunikatami ratusza pokazała, jak łatwo w tej partii można wywołać alarm tam, gdzie go nie ma. To nie pierwszy raz, kiedy politycy PO i ich urzędnicy wprowadzają w błąd opinię publiczną. Przypomnijmy sobie choćby „zamach krzesłem” sprzed dekady – fikcyjny incydent, który miał wzbudzić współczucie dla kandydata, a skończył się raczej śmiechem przechodniów. Co ciekawe, działo się to zaledwie 300 metrów od miejsca piątkowego „zamachu” – historia najwyraźniej lubi się powtarzać.

Nie sposób też pominąć ironii sytuacji: urzędnicy w panice, dramatyczne komunikaty, tymczasem „zagrożenie” ograniczało się do odświeżacza powietrza. Przypomina się poprzedni prezydent, który regularnie dymił cygarami na pół urzędu – wtedy nikt nie podnosił larum, a zapach i toksyny z dymu były z pewnością bardziej uciążliwe niż dzisiejszy „atak”.

Cała sytuacja jest nie tylko kompromitacją dla Miszalskiego i krakowskiej PO, ale też pokazuje, jak polityka potrafi zamienić zwykły happening w dramat międzynarodowej wagi. Kłamstwo ma krótkie nogi, ale dramatyzowanie sprawy wywołuje efekt dokładnie odwrotny: śmiech, konsternację i pytanie, czy urzędnicy PO w Krakowie czasem nie przesadzają.

Morał? W polityce, zwłaszcza tej miejskiej, czasem wystarczy odrobina humoru i zwykły odświeżacz powietrza, żeby cała powaga urzędu runęła szybciej niż Miszalski zdążyłby napisać kolejny dramatyczny komunikat. Dla mieszkańców Krakowa pozostaje refleksja: warto zachować ostrożność, ale też weryfikować informacje, szczególnie te brzmiące jak „atak żrącą substancją na urzędników”. Bo czasem największym zagrożeniem w piątkowe popołudnie okazuje się psik odświeżacza, a nie polityczna nienawiść.

I na koniec – drodzy urzędnicy i politycy PO: może następnym razem, zamiast wprowadzać dramat na miarę filmów katastroficznych, wystarczy przynajmniej sprawdzić, czy substancja, która rzekomo zagraża Waszemu życiu, nie jest tym samym sprayem, którym codziennie psikacie w swoje biura. Piątek byłby wtedy nie dramatem, a przynajmniej zabawną anegdotą do opowiadania przy kawie.

Sign Up For Daily Newsletter

Stay updated with our weekly newsletter. Subscribe now to never miss an update!

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

error: Content is protected !!