Strona główna / Małopolska / Felieton / Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy – lustro Polski. O solidarności, hejcie i strachu przed wspólnotą

Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy – lustro Polski. O solidarności, hejcie i strachu przed wspólnotą

Pewnie nie ma w Polsce drugiego zjawiska społecznego, które tak bardzo dzieli, a jednocześnie tak skutecznie jednoczy, jak Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy. Od ponad trzech dekad WOŚP wraca co roku niczym lustro, w którym odbija się nasza wspólnota. I to lustro bywa bezlitosne. Pokazuje solidarność, empatię i ogromne serca, ale pokazuje też zawiść, cynizm, ideologiczną ślepotę i hejt, który z jakiegoś powodu zawsze najmocniej uaktywnia się właśnie wtedy, gdy ktoś próbuje ratować zdrowie i życie dzieci.

Fenomen WOŚP polega na czymś bardzo prostym, a jednocześnie dla niektórych nie do zniesienia. To oddolna energia. Miliony ludzi robią coś razem bez przymusu, bez rozkazów, bez centralnego sterowania, bez „bo tak trzeba”. Wychodzą na ulice, stoją na mrozie, biegają, morsują, grają koncerty, licytują, wrzucają pieniądze do puszek, bo… chcą. I właśnie to „chcą” jest dla przeciwników Orkiestry największym problemem.

Bo WOŚP obnaża mit, że społeczeństwo trzeba prowadzić twardą ręką, że ludzie bez ideologicznego bata nad głową są bierni, leniwi i obojętni. Tymczasem co roku okazuje się, że setki tysięcy wolontariuszy, w tym dzieci, młodzież i seniorzy, potrafią zorganizować się lepiej niż niejeden urząd. Bez partyjnych flag, bez politycznych haseł, za to z prostym komunikatem: pomagamy, bo czyjeś dziecko może jutro trafić do szpitala.

I tu zaczyna się zgrzyt.

Dla części prawicy WOŚP stała się symbolem wszystkiego, czego nie znoszą. Społecznej samoorganizacji, świeckości, radości, kolorów, luzu, braku patosu i narodowo kościelnej pompy. Jerzy Owsiak, z jego bezpośredniością, luzem i brakiem kompleksów, od lat działa na niektórych jak płachta na byka. Bo nie pasuje do wyobrażenia „jak powinien wyglądać autorytet”. Nie mówi podniosłym tonem, nie straszy, nie moralizuje. Po prostu robi swoje.

I robi to skutecznie.

Właśnie dlatego hejt wobec WOŚP nie jest przypadkowy. To nie są tylko „wątpliwości” czy „pytania o rozliczenia”, które od lat są publiczne, dostępne i kontrolowane. To jest ideologiczna wojna z ideą wspólnoty, która nie potrzebuje zgody politycznej ani kościelnego błogosławieństwa. WOŚP pokazuje, że można pomagać bez dzielenia ludzi na lepszych i gorszych, „naszych” i „obcych”, wierzących i niewierzących, patriotów i „wrogów ojczyzny”.

Prawicowy hejt wobec Orkiestry ma też inny, bardzo ludzki wymiar. To strach przed utratą monopolu na moralność. Bo jak wytłumaczyć fakt, że tysiące świeckich inicjatyw, samorządów, szkół, strażaków, klubów sportowych i zwykłych ludzi robi coś realnego, namacalnego, podczas gdy wielkie instytucje potrafią głównie wygłaszać kazania i apele? Jak pogodzić się z tym, że czerwone serduszko WOŚP stało się symbolem dobra bardziej rozpoznawalnym niż niejedno „święte hasło”?

Stąd te same, powtarzane co roku narracje. Że to „sekta”. Że „Owsiak kradnie”. Że „to promocja lewactwa”. Że „to atak na Kościół”. Że „lepiej dać na Caritas” – jakby pomaganie było konkursem, a nie wspólną sprawą. Jakby jedno wykluczało drugie. Jakby dobro miało barwy partyjne.

A przecież prawda jest banalna. Respirator w szpitalu nie pyta, czy dziecko pochodzi z konserwatywnej czy liberalnej rodziny. Pompa infuzyjna nie sprawdza poglądów rodziców. Sprzęt z serduszkiem WOŚP ratuje wszystkich. Tak samo w małym powiatowym szpitalu, jak i w wielkiej klinice.

I może właśnie dlatego WOŚP tak bardzo drażni najbardziej radykalnych przeciwników. Bo nie da się jej łatwo wpisać w ideologiczne ramki. Bo nie służy jednej narracji. Bo jest wspólna. A wspólnota, która działa ponad podziałami, jest dla politycznego plemienia zagrożeniem.

Paradoks polega na tym, że największy hejt wobec WOŚP pojawia się dokładnie w tym samym czasie, gdy Polska pokazuje swoją najlepszą twarz. Gdy wolontariusze zziębnięci, zmęczeni, ale uśmiechnięci wracają z pełnymi puszkami. Gdy miasta i wsie żyją jednym dniem solidarności. Gdy dzieci uczą się, że pomaganie jest czymś naturalnym, a nie obowiązkiem narzuconym z góry.

Można nie lubić Jerzego Owsiaka. Można mieć inne poglądy. Można nie wrzucać pieniędzy do puszki. Ale atakowanie ludzi, którzy ratują zdrowie dzieci, jest czymś więcej niż polityczną krytyką. Jest moralną pustką.

WOŚP przetrwała już wiele. Przetrwała zmiany rządów, medialne nagonki, groźby, kłamstwa i internetowy jad. Przetrwa i to. Bo jej siłą nie jest jeden człowiek, jedno hasło ani jedna scena koncertowa. Jej siłą są miliony zwykłych ludzi, którzy co roku udowadniają, że Polska potrafi być lepsza, niż chcieliby jej przeciwnicy.

I może właśnie to jest największy fenomen Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Nie sprzęt, nie kwoty, nie rekordy. Tylko fakt, że mimo hejtu, mimo podziałów, mimo politycznej wojny, wciąż potrafimy zagrać razem. Choćby przez jeden dzień w roku.

Sign Up For Daily Newsletter

Stay updated with our weekly newsletter. Subscribe now to never miss an update!

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

error: Content is protected !!
Malopolskie24info
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.