Prezydent Krakowa Aleksander Miszalski publikuje dziś w mediach społecznościowych obszerny wpis, w którym opisuje sekwencję zdarzeń, które – jak podkreśla – trudno uznać za przypadkowe. W jego ocenie ostatnie działania w przestrzeni medialnej i internetowej mogą nosić znamiona zorganizowanej prowokacji, w którą zamieszane są zarówno anonimowe farmy botów, jak i konkretne środowiska medialno-polityczne.
Sprawa dotyczy rzekomego wynajęcia przez Urząd Miasta Krakowa zagranicznej firmy do płatnej promocji w internecie, a w domyśle – do opłacania botów wspierających prezydenta w mediach społecznościowych. Jak podkreśla Miszalski, sugestie te są nieprawdziwe, a sposób ich formułowania i publikacji budzi poważne wątpliwości co do intencji autorów.
Chronologia wydarzeń
Prezydent Krakowa zwraca uwagę na ciąg zdarzeń, który jego zdaniem układa się w spójną całość.
W poniedziałek wieczorem na jego profilu w mediach społecznościowych pojawiają się – jak sam je określa – „wykupione przez życzliwych” boty, podszywające się pod sympatyków i masowo lajkujące jego wpisy. Dzień później, we wtorek o godzinie 12:04, do Urzędu Miasta Krakowa wpływają pytania redakcji Pulsu Krakowa, dotyczące umowy miasta z firmą Meta Platforms Ireland Limited. Pytania sugerują, że umowa ta mogła dotyczyć finansowania botów promujących prezydenta.
Zaledwie dwie godziny później, o 14:09, Puls Krakowa publikuje artykuł, w którym wprost pojawia się taka sugestia – mimo że urząd nie zdążył jeszcze udzielić odpowiedzi na przesłane pytania.
– Same pytania nie byłyby niczym zaskakującym. Media, nawet takie, które realizują pewną agendę polityczną, mają prawo pytać o wszystko. Problem w tym, że te pytania wpisują się w pewną koincydencję zdarzeń – pisze prezydent Krakowa.
Stanowisko Urzędu Miasta
Aleksander Miszalski jednoznacznie prostuje pojawiające się sugestie. Jak podkreśla, umowa z Meta Platforms Ireland Limited dotyczyła wyłącznie kampanii reklamowych promujących wydarzenia sportowe i kulturalne miasta oraz kampanii „Rozliczam podatki w Krakowie”. Nie miała i nie ma żadnego związku z jego prywatnymi profilami w mediach społecznościowych.
– Moje konta w social mediach nie są własnością Urzędu Miasta Krakowa i żadna miejska złotówka nie została wydana na ich promowanie – zaznacza prezydent.
Podkreśla również, że urząd – jak zawsze – odpowiada i będzie odpowiadał na pytania mediów, niezależnie od ich linii redakcyjnej czy sympatii politycznych.
Pytania do redakcji Pulsu Krakowa
W dalszej części wpisu Aleksander Miszalski stawia trzy konkretne pytania, które – jak zaznacza – pozostawia bez odpowiedzi ze strony redakcji Pulsu Krakowa. Jego zdaniem są to kwestie kluczowe dla oceny wiarygodności publikowanych materiałów.
Prezydent pyta:
-
Czy prawdą jest, że redaktor naczelny Pulsu Krakowa Damian Szwed jest członkiem komitetu referendalnego?
-
Czy prawdą jest, że prezesem zarządu spółki wydającej Puls Krakowa jest Jan Hoffman, lider komitetu referendalnego?
-
Kto finansuje Puls Krakowa, z kim medium jest powiązane politycznie i dlaczego – jak sugeruje Miszalski – udaje niezależne medium?
Prezydent podkreśla, że transparentność powinna obowiązywać wszystkie strony debaty publicznej, nie tylko samorząd i władze miasta.
– Każde medium ma prawo zadawać pytania. My na nie odpowiadamy i zawsze będziemy odpowiadać. Pytanie brzmi, czy druga strona ma odwagę równie otwarcie i szczerze odpowiedzieć na pytania – pisze.
Kontekst polityczny i referendum
Wpis Aleksandra Miszalskiego wpisuje się w szerszy kontekst trwającej w Krakowie debaty wokół referendum i metod prowadzenia sporu politycznego. W ostatnich dniach prezydent kilkukrotnie podkreślał, że nie popiera idei referendum, ale uważa dyskusję wokół niego za ważny sygnał społeczny.
Dziś jednak – jak sugeruje – debata coraz częściej przenosi się z poziomu merytorycznego na poziom insynuacji i czarnego PR-u. W jego ocenie wykorzystywanie botów, sugestii medialnych i niepełnych informacji uderza nie tylko w niego osobiście, ale również w jakość lokalnej demokracji.
„Ocenę pozostawiam mieszkańcom”
Aleksander Miszalski zaznacza, że nie zamierza ferować wyroków ani formułować jednoznacznych oskarżeń. Ocenę opisanych zdarzeń pozostawia mieszkańcom Krakowa.
– Czy to zwykły zbieg okoliczności, czy zorganizowana prowokacja – ocenę pozostawiam Wam – podkreśla.
Jednocześnie przyznaje, że taki „przypadkowy” bieg wydarzeń brał pod uwagę wcześniej, co – jak sugeruje – nie jest dla niego zaskoczeniem, a raczej gorzkim potwierdzeniem obaw.
Debata czy eskalacja?
Dzisiejszy wpis prezydenta Krakowa ponownie otwiera dyskusję o standardach debaty publicznej, roli mediów lokalnych oraz granicach zaangażowania politycznego w przekazie informacyjnym. Na ten moment Puls Krakowa nie odniósł się publicznie do pytań postawionych przez prezydenta.
Sprawa – jak pokazują pierwsze reakcje w mediach społecznościowych – wywołuje duże emocje i może stać się jednym z ważniejszych punktów sporu politycznego w Krakowie w najbliższych tygodniach.


















