Grupa mieszkańców Krakowa złożyła do sądu protest dotyczący przebiegu referendum, w którym mieszkańcy zdecydowali o odwołaniu prezydenta miasta Aleksandra Miszalskiego. Autorzy wniosku twierdzą, że podczas ciszy referendalnej dochodziło do licznych naruszeń prawa, przede wszystkim w mediach społecznościowych, a skala tych działań mogła wpłynąć na frekwencję oraz wynik głosowania. Inicjatorem protestu jest działacz opozycji demokratycznej z czasów PRL i prezes Stowarzyszenia „Sieć Solidarności” Edward Nowak.
Edward Nowak: prawo było permanentnie łamane
Podczas środowej konferencji prasowej Edward Nowak podkreślał, że referendum jest jednym z najważniejszych instrumentów demokracji bezpośredniej, dlatego wszelkie naruszenia zasad obowiązujących podczas głosowania powinny zostać dokładnie zbadane.
– Referendum to jedno z podstawowych praw demokracji. Tymczasem podczas ciszy referendalnej w Krakowie to prawo było permanentnie łamane. Nie tylko przez osoby przypadkowe, które mogły nie znać przepisów, ale również przez polityków i osoby publiczne, które doskonale wiedziały, co robią – mówił Nowak.
Jak zaznaczył, celem protestu nie jest wywoływanie politycznego sporu, lecz doprowadzenie do oceny sytuacji przez niezależny sąd.
– Liczę na to, że niezależny i niezawisły sąd pochyli się nad tą sprawą. To od jego decyzji będzie zależało, czy rozpocznie się proces naprawy prawa referendalnego i standardów demokracji, czy też nie – dodał.
Ponad 800 stron materiałów dowodowych
Według autorów protestu kluczowym problemem była aktywność internetowa prowadzona podczas obowiązywania ciszy referendalnej.
Grzegorz Górski z Komitetu Obrony Demokracji Małopolska poinformował, że zgromadzony materiał dowodowy obejmuje ponad 800 stron dokumentacji oraz około 4 GB danych elektronicznych.
– To, co zobaczyliśmy podczas ciszy referendalnej, było zwykłym żartem z prawa. Skala naruszeń była ogromna. Przez cały dzień otrzymywałem zgłoszenia od mieszkańców. Telefon praktycznie nie przestawał dzwonić – mówił Górski.
Część zgłoszeń została jeszcze w trakcie trwania ciszy referendalnej przekazana policji.
Jakie działania budzą zastrzeżenia?
Autorzy protestu wskazują przede wszystkim na działania profrekwencyjne prowadzone w mediach społecznościowych. Chodzi m.in. o publikowanie materiałów zachęcających do udziału w referendum, zamieszczanie zdjęć kart do głosowania, emisję płatnych reklam oraz rozpowszechnianie treści dotyczących referendum na platformach takich jak Facebook, Instagram, TikTok, X, YouTube oraz w lokalnych grupach mieszkańców. Zdaniem składających protest skala tych działań mogła wpłynąć na mobilizację wyborców i w konsekwencji na frekwencję, która miała kluczowe znaczenie dla ważności referendum.
Sąd oceni wpływ ewentualnych naruszeń
Zgodnie z ustawą o referendum lokalnym protest może zostać wniesiony przez każdego mieszkańca uprawnionego do udziału w referendum, jeśli uważa on, że doszło do naruszenia przepisów, które mogło mieć istotny wpływ na wynik głosowania. Kluczowym elementem postępowania będzie więc nie tylko ustalenie, czy rzeczywiście doszło do złamania ciszy referendalnej, ale także odpowiedź na pytanie, czy działania te mogły wpłynąć na ostateczny rezultat referendum.
Wyniki referendum
W referendum przeprowadzonym 24 maja mieszkańcy Krakowa zdecydowali o odwołaniu prezydenta Aleksandra Miszalskiego. W głosowaniu dotyczącym odwołania prezydenta udział wzięło 176 228 mieszkańców, przy wymaganym progu 158 555 głosujących. Frekwencja wyniosła 29,99 proc. Za odwołaniem prezydenta opowiedziało się 171 581 osób, natomiast przeciw było 3 631 mieszkańców. Referendum dotyczące odwołania Rady Miasta Krakowa okazało się nieważne z powodu niewystarczającej frekwencji. W głosowaniu uczestniczyły 174 723 osoby, podczas gdy wymagany próg wynosił 179 792 głosujących.
Wynik referendum oznacza konieczność przeprowadzenia przedterminowych wyborów prezydenta Krakowa, które zgodnie z przepisami muszą odbyć się w ciągu 90 dni. Do czasu wyboru nowego prezydenta obowiązki gospodarza miasta pełni komisarz Stanisław Kracik.


















