Strona główna / Kraków / Przedterminowe wybory na prezydenta Krakowa / FELIETON | Łukasz Gibała wraca do gry. Kraków znów dostaje wybór między partią a „niezależnością”

FELIETON | Łukasz Gibała wraca do gry. Kraków znów dostaje wybór między partią a „niezależnością”

Łukasz Gibała po raz czwarty spróbuje zdobyć fotel prezydenta Krakowa. Tym razem okoliczności są jednak zupełnie inne niż podczas jego poprzednich startów. Kraków znajduje się w politycznym momencie przełomowym. Po referendum i odwołaniu Aleksandra Miszalskiego mieszkańcy ponownie pójdą do urn, a przedterminowe wybory zaplanowano na 27 września. Gibała postanowił więc po raz kolejny wejść do gry i już na samym początku kampanii bardzo wyraźnie określił jej główną oś. Ma być obywatelsko, niezależnie i przede wszystkim przeciwko partyjnym nominatom.

To nie jest przypadkowa narracja. Gibała doskonale wie, że właśnie na takim przekazie może zbudować swoją kampanię. Kraków jest miastem, w którym polityka ogólnopolska od lat bardzo mocno miesza się z samorządem. Kandydaci startujący z partyjnym poparciem mają struktury, pieniądze, zaplecze i rozpoznawalność. Gibała chce natomiast przedstawić siebie jako alternatywę dla tego mechanizmu. Jako człowieka, który nie będzie musiał wykonywać poleceń partyjnych przełożonych i który, jak sam mówi, będzie przede wszystkim słuchał mieszkańców.

To brzmi dobrze. Problem w tym, że Gibała nie jest przecież politycznym debiutantem, który właśnie pojawił się na krakowskiej scenie. Wręcz przeciwnie. Jego nazwisko jest z nią związane od wielu lat. Był parlamentarzystą, działał w Platformie Obywatelskiej, później w Ruchu Palikota, a następnie zbudował własne środowisko polityczne skupione wokół stowarzyszenia Kraków dla Mieszkańców. Trudno więc udawać, że polityczna przeszłość nie istnieje. I zapewne nie będzie to łatwy temat w nadchodzącej kampanii.

Gibała nie próbuje jednak od niej uciekać. W swojej obecnej narracji stawia przede wszystkim na własną drogę. Podczas ogłoszenia startu na Rynku Głównym przekonywał, że krakowianie mają do wyboru dwie możliwości. Jedną z nich ma być kolejny kandydat związany z partią polityczną, drugą zaś kandydat obywatelski i niezależny. To bardzo czytelne ustawienie kampanii. Gibała chce, aby wyborca nie zastanawiał się wyłącznie nad tym, który program jest najlepszy, ale również nad tym, czy przyszły prezydent będzie samodzielny wobec partyjnych struktur.

I właśnie tutaj zaczyna się polityczna gra. Bo tegoroczne wybory są dla Gibały wyjątkowo interesujące. W 2014 i 2018 roku zajmował trzecie miejsce i nie docierał do drugiej tury. W poprzednich wyborach prezydenckich było już inaczej. Gibała znalazł się w drugiej turze i rywalizował z Aleksandrem Miszalskim. Ostatecznie przegrał, ale udowodnił, że jego projekt polityczny jest w stanie dotrzeć do bardzo dużej części krakowskiego elektoratu.

Teraz Miszalskiego w wyścigu nie będzie. To zasadnicza zmiana. Nie będzie też klasycznej kampanii, w której zwycięzca otrzymuje mandat na pełną kadencję. Przyszły prezydent obejmie urząd w sytuacji wyjątkowej, a jego kadencja będzie znacznie krótsza. Sam Gibała zwracał na to uwagę, podkreślając, że nie ma sensu składać mieszkańcom wielkich obietnic inwestycyjnych, których realizacja w ciągu około dwóch lat byłaby po prostu nierealna.

I akurat w tym przypadku trudno się z nim nie zgodzić. Samorządowa polityka bardzo często cierpi na chorobę wielkich obietnic. Kampania wyborcza jest momentem, w którym kandydaci przedstawiają wizje, projekty, inwestycje i plany. Problem pojawia się później, kiedy trzeba przejść od efektownych prezentacji do dokumentacji, finansowania, przetargów, pozwoleń i wieloletniej realizacji. W Krakowie tych problemów nie brakuje.

Dlatego Gibała zapowiada skupienie się na codziennym funkcjonowaniu miasta. Na uporządkowaniu finansów, poprawie jakości zarządzania i załatwianiu spraw, które mieszkańcy widzą każdego dnia. Jednocześnie deklaruje, że nie chce podnosić opłat i podatków.

To może być jeden z najmocniejszych elementów jego kampanii, ale jednocześnie będzie wymagał konkretów. Samo hasło o uporządkowaniu miejskich finansów brzmi atrakcyjnie, jednak wyborcy będą chcieli wiedzieć, co dokładnie oznacza. Jakie wydatki należy ograniczyć? Z czego można zrezygnować? Gdzie miasto wydaje zbyt dużo? Jak znaleźć oszczędności bez pogorszenia jakości usług publicznych? I czy rzeczywiście da się to zrobić w tak krótkim czasie?

To są pytania, na które Gibała będzie musiał odpowiedzieć. Nie wystarczy już samo hasło „Kraków dla Mieszkańców”. Tym bardziej że dokładnie tak nazywa się środowisko, które od lat buduje. Gibała ma jednak coś, czego nie można mu odebrać. Jest politykiem konsekwentnym. Nie zniknął po kolejnych przegranych wyborach. Nie zrezygnował po porażce z Aleksandrem Miszalskim. Nadal funkcjonował w krakowskiej polityce, nadal prowadził działalność w Radzie Miasta i nadal budował własne zaplecze.

Czwarta próba nie jest więc przypadkowym powrotem. To raczej kolejny etap projektu, który Gibała rozwija od lat. Pytanie brzmi tylko, czy tym razem uda mu się zrobić ten jeden krok, którego wcześniej nie potrafił zrobić. Bo historia jego startów jest bardzo charakterystyczna. Najpierw trzecie miejsce. Później kolejne trzecie miejsce. Następnie druga tura. Teraz ponownie start.

Można więc powiedzieć, że Gibała konsekwentnie przesuwa się do przodu. Ale można też spojrzeć na to inaczej. Cztery kampanie to już wystarczająco dużo, aby wyborcy mogli zadać pytanie, czy jego polityczny projekt ma jeszcze potencjał wzrostu, czy osiągnął już swój naturalny poziom poparcia.

Tegoroczna kampania będzie odpowiedzią. Nie bez znaczenia jest również fakt, że komitetów wyborczych w Krakowie jest już wiele. Na scenie pojawili się przedstawiciele różnych środowisk politycznych i społecznych. Jest PiS, są środowiska lewicowe, są kandydaci związani z Konfederacją, są osoby niezależne i lokalni działacze. W tak rozdrobnionym wyścigu Gibała może zyskać, ponieważ posiada własną, stosunkowo dobrze rozpoznawalną markę.

Ale może też stracić. Im więcej kandydatów, tym trudniej przewidzieć, jak rozłożą się głosy. Jeden kandydat może odebrać Gibałi część elektoratu protestu, inny wyborców centrowych, kolejny tych, którzy chcą kandydata zdecydowanie antysystemowego. Przy takiej liczbie nazwisk nawet stosunkowo niewielka różnica poparcia może zdecydować o wejściu do drugiej tury.

Dlatego Gibała nie może zakładać, że druga tura należy mu się z automatu tylko dlatego, że był w niej podczas poprzednich wyborów. Tym razem trzeba będzie o nią powalczyć od pierwszego dnia.

I tutaj dochodzimy do największego paradoksu jego kandydatury. Gibała chce być przedstawiany jako kandydat spoza partyjnego układu, ale jednocześnie jest jednym z najbardziej doświadczonych polityków w całym wyścigu. Ma za sobą działalność parlamentarną, wieloletnią aktywność samorządową i własne środowisko polityczne.

Czy to wada? Niekoniecznie. Może to być również jego największa zaleta. Kraków nie potrzebuje przecież prezydenta, który dopiero będzie się uczył funkcjonowania w samorządzie. Doświadczenie może być bardzo ważne. Pytanie tylko, czy Gibała potrafi przekuć je w argument, a jednocześnie przekonać wyborców, że jego obecna polityczna tożsamość rzeczywiście różni się od tej sprzed lat.

To będzie jeden z głównych tematów kampanii. Przeciwnicy z pewnością będą przypominać jego wcześniejsze związki partyjne. Gibała będzie natomiast przekonywał, że dzisiaj reprezentuje przede wszystkim własne środowisko i mieszkańców Krakowa. Ten spór będzie trwał zapewne aż do dnia wyborów. I być może właśnie na tym będzie opierała się cała kampania.

Nie na wielkich inwestycjach, nie na futurystycznych wizjach i nie na obietnicach budowy wszystkiego dla wszystkich. Raczej na pytaniu, kto ma zarządzać Krakowem po politycznym trzęsieniu ziemi, jakim było referendum. Gibała chce odpowiedzieć, że powinien to być człowiek niezależny od partyjnych central. Czy krakowianie będą chcieli właśnie takiego prezydenta? Tego nie da się dzisiaj przesądzić. Jedno jest natomiast pewne. Łukasz Gibała nie wchodzi do tej kampanii jako kandydat przypadkowy. Wchodzi jako polityk, który już raz był bardzo blisko zwycięstwa i który doskonale zna mechanizmy krakowskiej polityki. Ma swoje środowisko, ma rozpoznawalność, ma doświadczenie i ma własną opowieść o mieście.

Teraz musi przekonać mieszkańców, że ta opowieść nie jest tylko kolejną kampanią wyborczą. Musi pokazać, że za hasłem niezależności stoi konkretny sposób zarządzania miastem. Że za krytyką partyjnych nominacji stoi realna alternatywa. Że za „Krakowem dla Mieszkańców” kryje się coś więcej niż polityczne hasło.

Bo mieszkańcy Krakowa mogą być zmęczeni partyjnymi sporami, ale jednocześnie nie zagłosują wyłącznie przeciwko partiom. Będą musieli zagłosować za konkretnym człowiekiem. I właśnie tutaj rozstrzygnie się czwarta próba Łukasza Gibały.

Czy po trzech wcześniejszych startach wreszcie zdobędzie krakowski magistrat? Czy ponownie znajdzie się w drugiej turze? A może tym razem wyborcy uznają, że czas postawić na kogoś zupełnie innego? 27 września będzie można sprawdzić, czy Gibała rzeczywiście wyciągnął wnioski z poprzednich kampanii i czy jego projekt polityczny osiągnął poziom pozwalający przejąć władzę nad Krakowem. Jedno jest pewne: Gibała wrócił do gry, a krakowska kampania właśnie zrobiła się zdecydowanie ciekawsza.

Sign Up For Daily Newsletter

Stay updated with our weekly newsletter. Subscribe now to never miss an update!

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

error: Content is protected !!
Malopolskie24info
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.