Kraków ponownie znalazł się w centrum politycznej uwagi. Po odwołaniu Aleksandra Miszalskiego w referendum mieszkańców czekają przedterminowe wybory prezydenta miasta, które odbędą się 27 września. Kampania wyborcza z dnia na dzień nabiera tempa, a kolejne komitety przedstawiają swoich kandydatów, rozpoczynają zbiórkę podpisów i próbują przekonać krakowian, że to właśnie ich przedstawiciel powinien przejąć odpowiedzialność za dalsze funkcjonowanie stolicy Małopolski. Sytuacja jest wyjątkowa, ponieważ o najważniejszy urząd w mieście ubiega się wiele osób, a jednocześnie wciąż trudno wskazać kandydata, który mógłby być pewien awansu do drugiej tury.
Walka o prezydenturę Krakowa zapowiada się więc jako jedna z najbardziej interesujących samorządowych kampanii ostatnich lat. Nie brakuje w niej znanych nazwisk, politycznych doświadczeń, lokalnych ambicji, partyjnych struktur i deklaracji niezależności. Każdy z kandydatów próbuje znaleźć własny sposób na dotarcie do mieszkańców. Jedni stawiają na program i konkretne rozwiązania dotyczące rozwoju miasta, inni budują przekaz wokół niezależności od partii politycznych, a jeszcze inni liczą na rozpoznawalność oraz poparcie dużych środowisk politycznych.
Szczególne znaczenie ma fakt, że kampania odbywa się po politycznym trzęsieniu ziemi, jakim było referendum dotyczące odwołania Aleksandra Miszalskiego. Wynik głosowania sprawił, że mieszkańcy Krakowa ponownie muszą zdecydować, komu powierzyć kierowanie miastem. Tym razem nie będzie to jednak klasyczna kampania przed wyborami odbywającymi się w normalnym terminie. Przyszły prezydent będzie obejmował urząd w szczególnych okolicznościach i będzie miał ograniczony czas na realizację swoich planów. To sprawia, że wyborcy mogą zwracać jeszcze większą uwagę na to, co kandydaci rzeczywiście są w stanie zrobić, a nie tylko na wielkie i efektowne zapowiedzi.
Jednym z najważniejszych nazwisk pozostaje Łukasz Gibała. Lider stowarzyszenia Kraków dla Mieszkańców po raz kolejny zdecydował się ubiegać o prezydenturę miasta. Będzie to już jego czwarte podejście do tego stanowiska. W 2014 i 2018 roku kończył rywalizację na trzecim miejscu, natomiast w ostatnich wyborach samorządowych dotarł do drugiej tury, w której przegrał z Aleksandrem Miszalskim. Tym razem sytuacja jest jednak zupełnie inna. Miszalskiego nie ma już w wyścigu, a Gibała ponownie próbuje wykorzystać swój silny lokalny elektorat i przedstawia się jako kandydat obywatelski oraz niezależny od partyjnych struktur.
To właśnie niezależność jest jednym z najważniejszych elementów jego przekazu. Gibała chce postawić wyborców przed prostym wyborem pomiędzy kandydatem związanym z partią polityczną a kandydatem społecznym, którego głównym zapleczem mają być mieszkańcy Krakowa. Taka narracja może być szczególnie istotna po referendum, ponieważ część wyborców może być zmęczona partyjnymi sporami i oczekiwać od przyszłego prezydenta przede wszystkim skutecznego zarządzania miastem.
Jednocześnie Gibała będzie musiał zmierzyć się z argumentami swoich przeciwników. W przeszłości był związany z ogólnopolską polityką, działał między innymi w Ruchu Palikota oraz Platformie Obywatelskiej i przez dwie kadencje sprawował mandat poselski. Jego przeciwnicy mogą więc próbować podważać obraz całkowicie niezależnego kandydata. Gibała ma jednak doświadczenie samorządowe, wielokrotnie startował w wyborach prezydenckich w Krakowie i posiada własne środowisko polityczne oraz struktury działające w mieście.
Drugim ważnym uczestnikiem kampanii jest Michał Drewnicki. Kandydat Prawa i Sprawiedliwości w sobotę 8 sierpnia rozpoczął zbiórkę podpisów poparcia pod swoją kandydaturą. Inauguracja odbyła się na Rynku Podgórskim, a miejsce to zostało wykorzystane również do przedstawienia najważniejszych założeń jego programu. Drewnicki przekonywał, że Kraków potrzebuje „skoku rozwojowego” i uważa, że obecny model rozwoju miasta wyczerpał się.
Wśród problemów, na które zwraca uwagę kandydat PiS, znalazły się między innymi problemy transportowe, korki, chaos przestrzenny, turystyfikacja miasta, problemy finansowe oraz grupowe zwolnienia w sektorze usług dla biznesu. Drewnicki mówi również o konieczności tworzenia nowych centrów badawczo-rozwojowych, nowych miejsc pracy oraz lepszego wykorzystania potencjału krakowskich studentów. Ważnym elementem jego programu ma być również bardziej równomierny rozwój miasta, obejmujący nie tylko centralne części Krakowa, lecz także dzielnice położone na jego obrzeżach.
Drewnicki podkreśla przy tym swoje związki z Krakowem. Jest nowohucianinem, radnym miasta oraz wiceprzewodniczącym Rady Miasta Krakowa. W przeszłości kierował również krakowskimi strukturami PiS. Jego kandydatura otrzymała wsparcie polityków tej partii, a podczas rozpoczęcia zbiórki podpisów obecni byli między innymi Beata Szydło, Andrzej Adamczyk i Rafał Bochenek.
Kandydat PiS chce zebrać około 5 tysięcy podpisów poparcia, mimo że wymagana liczba jest niższa. Jak podkreślano podczas inauguracji zbiórki, dodatkowa liczba podpisów ma zabezpieczyć komitet przed odrzuceniem części z nich podczas formalnej weryfikacji. Zbiórka ma być prowadzona również w innych częściach Krakowa, między innymi w rejonie ronda Mogilskiego, Zalewu Nowohuckiego oraz Błoń. W kolejnych dniach przedstawiciele komitetu chcą pojawić się we wszystkich dzielnicach miasta.
Istotną postacią w kampanii jest również Monika Piątkowska. Jej kandydatura jest szczególnie ciekawa z uwagi na sposób, w jaki została skonstruowana. Z jednej strony może liczyć na wsparcie Koalicji Obywatelskiej i PSL, z drugiej strony jej komitet przedstawiany jest jako ponadpartyjny. Piątkowska musi więc znaleźć równowagę pomiędzy korzystaniem z politycznego zaplecza a przekonaniem mieszkańców, że będzie kandydatką reprezentującą szersze środowisko niż tylko partie, które ją wspierają.
To zadanie może mieć duże znaczenie. Po doświadczeniach ostatnich miesięcy wyborcy mogą być szczególnie wyczuleni na kandydatów, których postrzegają przede wszystkim przez pryzmat partyjnych szyldów. Piątkowska będzie więc musiała zbudować własną rozpoznawalność i przekonać mieszkańców, że jej kandydatura nie sprowadza się wyłącznie do poparcia udzielonego przez KO i PSL.
W tej kampanii bardzo interesujące są również wypowiedzi byłego prezydenta Krakowa Jacka Majchrowskiego. Człowiek, który przez 22 lata kierował miastem, nie zdecydował się na ponowny start, ale komentuje sytuację polityczną i ocenia kandydatów. Majchrowski zwraca uwagę przede wszystkim na potrzebę doświadczenia w zarządzaniu miastem. Jego zdaniem istnieje ryzyko, że wybory wygra osoba, która nie będzie miała odpowiednich kompetencji do kierowania Krakowem.
Były prezydent podkreśla także, że samorząd powinien być możliwie daleko od bieżącej polityki partyjnej. Wskazuje na własne doświadczenia, przypominając, że podczas jego 22-letniej kadencji zmieniały się kolejne rządy oraz konfiguracje polityczne. Jego zdaniem prezydent Krakowa musi być w stanie współpracować z każdym rządem, niezależnie od tego, jaka partia aktualnie sprawuje władzę w Warszawie.
Majchrowski pozytywnie ocenia również doświadczenie Moniki Piątkowskiej. Zwraca uwagę na jej wcześniejszą pracę w krakowskim magistracie, gdzie przez wiele lat była związana z administracją miejską i kierowała Wydziałem Rozwoju i Strategii. Zdaniem byłego prezydenta daje jej to wiedzę na temat funkcjonowania urzędu, która może być bardzo ważna w przypadku objęcia stanowiska prezydenta miasta.
Jednocześnie Majchrowski nie ukrywa swojej niechęci do kandydatury Łukasza Gibały. W rozmowie dotyczącej wyborów przyznał, że nie chciałby zobaczyć go w drugiej turze. Były prezydent Krakowa od lat pozostaje jednym z jego politycznych przeciwników, a relacje obu polityków wielokrotnie były przedmiotem publicznych sporów.
Majchrowski odniósł się także do działalności Stanisława Kracika, który pełni obecnie obowiązki prezydenta Krakowa. Były prezydent pozytywnie ocenia niektóre decyzje podejmowane przez Kracika, wskazując między innymi na działania dotyczące ulicy Starowiślnej i kwestii metra. Jednocześnie krytycznie wypowiada się o wcześniejszych decyzjach władz miasta dotyczących trzeciej nitki spalarni.
Wątek Kracika jest istotny również dlatego, że w pewnym momencie pojawiały się spekulacje dotyczące ewentualnej zmiany kandydata Koalicji Obywatelskiej. Ostatecznie zdecydowano się na Monikę Piątkowską. Majchrowski uważa, że jeżeli decyzja została już podjęta, nie powinno się jej zmieniać pod wpływem kolejnych komentarzy czy wydarzeń.
W tle tej kampanii znajduje się jeszcze jedna kwestia, która może mieć ogromne znaczenie, czyli sondaże. Według jednego z badań Łukasz Gibała znajdował się na pierwszym miejscu z wynikiem około 25 proc. poparcia. Monika Piątkowska uzyskała około 12 proc., Daria Gosek-Popiołek około 9,8 proc., a Michał Drewnicki około 8,8 proc. Jednocześnie ponad 20 proc. badanych nie zdecydowało jeszcze, na kogo odda głos.
To właśnie niezdecydowani wyborcy mogą przesądzić o wyniku wyborów. Na tym etapie nie można bowiem uznać, że ktokolwiek ma zapewnione miejsce w drugiej turze. Gibała znajduje się w korzystnej sytuacji, ale jego przewaga może się zmieniać wraz z rozpoczęciem intensywnej kampanii. Piątkowska ma zaplecze dużych ugrupowań, lecz musi przekonać wyborców do własnego nazwiska. Drewnicki ma za sobą struktury PiS i chce konsekwentnie prezentować program rozwoju miasta. Pozostali kandydaci również będą walczyć o swoje elektoraty.
Rozdrobnienie sceny wyborczej może sprawić, że o awansie do drugiej tury zdecydują stosunkowo niewielkie różnice. Przy dużej liczbie kandydatów kilka tysięcy głosów może oznaczać przeskok o kilka pozycji. Dlatego każdy kandydat będzie próbował dotrzeć do tych grup mieszkańców, które dotychczas nie zdecydowały, komu zaufać.
Krakowska kampania będzie więc prawdopodobnie coraz bardziej koncentrować się na problemach codziennego życia. Transport, korki, komunikacja miejska, mieszkania, parkingi, rozwój dzielnic, inwestycje, finanse miasta, przestrzeń publiczna, turystyka i bezpieczeństwo mogą stać się głównymi tematami kolejnych tygodni.
Nie bez znaczenia będzie również kwestia wielkich inwestycji. Kraków od lat dyskutuje między innymi o metrze, rozwoju transportu publicznego, zmianach w układzie drogowym oraz kolejnych inwestycjach infrastrukturalnych. Kandydaci będą musieli jednak odpowiedzieć nie tylko na pytanie, co chcą zbudować, lecz także z czego chcą to sfinansować.
To szczególnie ważne w sytuacji, gdy finanse Krakowa pozostają jednym z tematów kampanii. Wielkie projekty mogą dobrze wyglądać na plakatach i w programach wyborczych, ale ich realizacja wymaga wieloletniego planowania, pieniędzy oraz zgody Rady Miasta.
Przyszły prezydent będzie musiał więc nie tylko wygrać wybory, ale również znaleźć większość dla swoich pomysłów. To może być jeden z najtrudniejszych elementów całej układanki. Wybory 27 września będą miały jeszcze jedną specyfikę. Przyszły prezydent obejmie urząd w ramach przedterminowej kadencji, co oznacza znacznie krótszy czas na realizację swoich planów niż w przypadku standardowych wyborów samorządowych. Z tego powodu obietnice dotyczące wielkich projektów będą musiały być konfrontowane z realnymi możliwościami czasowymi i finansowymi.
Być może właśnie dlatego najważniejsze okażą się nie najbardziej efektowne deklaracje, ale te dotyczące rzeczy, które można rzeczywiście zmienić w krótkim czasie. Kraków będzie potrzebował sprawnego zarządzania, stabilnej współpracy z Radą Miasta, dobrych relacji z rządem i województwem oraz umiejętności prowadzenia inwestycji w warunkach ograniczonego czasu.
Kampania dopiero się jednak rozpoczyna i wiele może się jeszcze wydarzyć. Przed kandydatami tygodnie spotkań z mieszkańcami, konferencji prasowych, debat, zbierania podpisów i prezentowania kolejnych elementów programów. Każdy będzie próbował znaleźć temat, który pozwoli mu wyróżnić się spośród konkurencji. Każdy będzie chciał pokazać swoją przewagę, a jednocześnie wskazać słabości rywali.
W tej kampanii nie będzie więc brakować politycznych emocji. Jednocześnie mieszkańcy będą mieli okazję dokładnie przyjrzeć się wszystkim kandydatom. Po referendum oczekiwania wobec przyszłego prezydenta mogą być szczególnie wysokie. Kraków potrzebuje bowiem nie tylko osoby, która wygra głosowanie, lecz także gospodarza zdolnego do uspokojenia sytuacji i odbudowania zaufania do miejskich władz.
Dlatego tegoroczna kampania będzie czymś więcej niż zwykłym wyścigiem o stanowisko. Będzie odpowiedzią na pytanie, jakiego Krakowa chcą jego mieszkańcy.
Czy ma to być miasto wielkich inwestycji i szybkiego rozwoju? Czy przede wszystkim miasto wygodne do życia? Czy najważniejsza będzie walka z korkami i problemy transportowe? Czy większy nacisk powinien zostać położony na mieszkania, przestrzeń publiczną i rozwój dzielnic? Czy Kraków powinien jeszcze mocniej wykorzystywać swój potencjał turystyczny i gospodarczy, czy raczej ograniczać negatywne skutki masowej turystyki?
Każdy kandydat będzie musiał odpowiedzieć na te pytania. Na razie znamy przede wszystkim nazwiska i pierwsze deklaracje. Do wyborów pozostało jednak jeszcze wystarczająco dużo czasu, aby układ sił zmienił się wielokrotnie. Jedno wydaje się pewne. Krakowska kampania nie będzie spokojnym spacerem po Rynku.
Będzie walką o każdy głos, o każdą dzielnicę i o każdy procent poparcia.
A ponieważ kandydatów jest wielu, a miejsce na najważniejszym fotelu w krakowskim magistracie tylko jedno, najbliższe tygodnie mogą przynieść jeszcze wiele politycznych zwrotów. 27 września mieszkańcy zdecydują, komu powierzą Kraków. Do tego czasu każdy z kandydatów będzie próbował przekonać ich, że właśnie on powinien zostać gospodarzem miasta.

















