Strona główna / Małopolska / Felieton / FELIETON | Cracovia na rozdrożu. W Krakowie kończy się cierpliwość, a przy Kałuży zaczyna się nerwowe odliczanie

FELIETON | Cracovia na rozdrożu. W Krakowie kończy się cierpliwość, a przy Kałuży zaczyna się nerwowe odliczanie

Cracovia po trzech kolejkach nowego sezonu ma dwa punkty i ani jednej strzelonej bramki. Sam wynik oczywiście nie oznacza jeszcze katastrofy, bo sezon dopiero się rozpoczął i przed „Pasami” pozostaje kilkadziesiąt spotkań, w których można poprawić sytuację. Problem polega jednak na tym, że obecny początek nie wygląda jak przypadkowe potknięcie zespołu, któremu po prostu nie wyszły trzy pierwsze mecze. Jest raczej kolejnym sygnałem, że przy Kałuży od dłuższego czasu coś nie działa tak, jak powinno. I właśnie dlatego trudno dzisiaj oczekiwać od kibiców, żeby po raz kolejny bez końca powtarzali, że trzeba być cierpliwym.

Cierpliwość ma bowiem sens wtedy, kiedy wiadomo, na co się czeka. Jeżeli klub przedstawia konkretny plan, konsekwentnie go realizuje, wzmacnia drużynę zgodnie z potrzebami trenera i krok po kroku poprawia swoją sytuację, kibic może zaakceptować nawet słabszy moment. W przypadku Cracovii problem polega na tym, że coraz trudniej dostrzec spójność pomiędzy deklaracjami a rzeczywistością. Mówi się o ambicjach, rozwoju i budowaniu zespołu, a na boisku oglądamy drużynę, która po trzech spotkaniach nie zdobyła nawet jednej bramki. Do tego dochodzą problemy kadrowe, kontuzja Filipa Marchwińskiego, brak skutecznego napastnika oraz informacje o możliwym odejściu prezesa Murata Colaka. To już nie jest jeden problem. To jest cały zestaw problemów, które zaczynają się wzajemnie napędzać.

Najbardziej wymowny jest oczywiście brak goli. W futbolu można przegrać mecz po świetnej grze, można zremisować spotkanie, w którym stworzyło się mnóstwo sytuacji, można mieć pecha i trafić na wyjątkowo dobrze dysponowanego bramkarza. Ale trzy mecze bez żadnego trafienia zaczynają być czymś więcej niż zwykłym zbiegiem okoliczności. Cracovia potrzebuje jakości w ofensywie i potrzebuje jej natychmiast. Nie za pół roku, nie w zimowym oknie transferowym i nie wtedy, kiedy sytuacja w tabeli stanie się naprawdę niebezpieczna. Teraz. Zwłaszcza że problem z napastnikiem był widoczny jeszcze przed rozpoczęciem rozgrywek, a kontuzja Marchwińskiego tylko dodatkowo go pogłębiła.

I tutaj trudno uciec od pytania o politykę transferową klubu. Po odejściu Oskara Wójcika do Werderu Brema kibice mieli prawo oczekiwać, że Cracovia wykorzysta część uzyskanych środków do wzmocnienia zespołu. Nie chodzi o to, aby klub nagle zaczął wydawać pieniądze bez kontroli i sprowadzał zawodników za wszelką cenę. Chodzi o elementarną logikę budowania drużyny. Jeżeli tracisz zawodnika, który może być istotny dla zespołu, musisz mieć przygotowany plan jego zastąpienia. Jeżeli wiesz, że ofensywa wymaga poprawy, musisz znaleźć zawodnika, który tę ofensywę poprawi. Tymczasem Cracovia rozpoczęła sezon, a jej podstawowy problem w dalszym ciągu pozostaje nierozwiązany.

To właśnie najbardziej może irytować kibiców. Nie sam brak transferów wielkich nazwisk, lecz brak poczucia, że klub rzeczywiście kontroluje sytuację. Dominik Baumgartner, Vincent Burlet, Filip Marchwiński i Alex Marciniak to nowe nazwiska w kadrze, a z wypożyczenia wrócił Kacper Śmiglewski. Nie można więc powiedzieć, że Cracovia niczego nie zrobiła. Tyle że transfery nie zawsze oznaczają wzmocnienie. Czasami sprowadzenie kilku zawodników nie rozwiązuje najważniejszego problemu, jeżeli nie odpowiadają oni na konkretne potrzeby zespołu. Dzisiaj trudno uznać, że Cracovia rozwiązała swój największy kłopot, skoro po trzech kolejkach nadal nie zdobyła bramki.

W tym kontekście bardzo istotne są informacje dotyczące Murata Colaka. Według medialnych doniesień prezes może rozważać odejście, jeśli nie otrzyma możliwości przeprowadzenia oczekiwanych transferów. Jeżeli rzeczywiście doszło do takiego konfliktu interesów pomiędzy zarządem a właścicielem, to mamy do czynienia z sytuacją, która powinna zainteresować nie tylko kibiców, ale każdego, kto obserwuje funkcjonowanie klubu. Colak formalnie został prezesem 15 lipca. Mówimy więc o człowieku, który dopiero rozpoczął oficjalne urzędowanie, a już pojawiają się informacje o możliwości jego odejścia. Trudno w takiej sytuacji mówić o stabilizacji.

Jeżeli prezes uważa, że Cracovia potrzebuje konkretnych transferów, a właściciel nie chce albo nie może ich sfinansować, to trzeba sobie zadać pytanie, kto w tym układzie ma decydować o polityce sportowej. Jeżeli natomiast Colak chce sprowadzać zawodników, których klub z różnych powodów nie powinien sprowadzać, wtedy odpowiedzialność wygląda zupełnie inaczej. Na podstawie samych medialnych doniesień nie da się przesądzić, która wersja jest prawdziwa. Można jednak powiedzieć jedno: sama informacja o możliwej rezygnacji prezesa po tak krótkim czasie pokazuje, że w Cracovii nie ma dzisiaj komfortu, którego potrzebuje klub chcący budować długoterminowy projekt.

I tutaj odpowiedzialność siłą rzeczy prowadzi do właściciela Roberta Platka. To on powinien odpowiedzieć na najważniejsze pytanie: czego właściwie chce od Cracovii? Jeżeli jego celem jest zbudowanie silnego klubu, który będzie regularnie walczył o czołowe miejsca w Ekstraklasie, to musi stworzyć do tego odpowiednie warunki. Jeżeli natomiast Cracovia ma być klubem działającym ostrożnie finansowo, rozwijającym zawodników i zarabiającym na ich późniejszej sprzedaży, również nie ma w tym nic złego, ale wtedy trzeba to jasno powiedzieć. Kibice są w stanie zaakceptować ograniczenia, jeżeli rozumieją zasady gry. Najgorsze jest przekonywanie ich o wielkich ambicjach przy jednoczesnym prowadzeniu polityki, która tych ambicji nie pozwala realizować.

Cracovia nie jest przecież klubem bez potencjału. Wręcz przeciwnie. To jeden z najbardziej rozpoznawalnych klubów w Polsce, mający ponad stuletnią historię, własny stadion, kibiców i bardzo mocną pozycję w Krakowie. Nie trzeba budować marki od zera. Nie trzeba tłumaczyć, dlaczego gra w Ekstraklasie. Trzeba natomiast stworzyć mechanizm, który pozwoli ten potencjał wykorzystać. I tutaj od lat pojawia się problem. Zbyt wiele razy można było odnieść wrażenie, że klub reaguje na wydarzenia zamiast je przewidywać. Kolejna zmiana, kolejny trener, kolejne transfery, kolejne oczekiwania i kolejny moment, w którym wszyscy proszą o czas.

Tylko że czas nie jest rozwiązaniem samym w sobie. Czas jest narzędziem. Jeżeli wykorzystuje się go do budowania drużyny, ma sens. Jeżeli wykorzystuje się go do odsuwania decyzji, staje się problemem.

W tym miejscu trzeba również uczciwie spojrzeć na Bartosza Grzelaka. Nowy trener nie może być automatycznie odpowiedzialny za wszystkie problemy, które narastały w klubie przez wiele miesięcy. Dostał zespół, który ma swoje ograniczenia i braki. Jeżeli zarząd nie zapewni mu odpowiedniej jakości zawodników, trudno oczekiwać, że sam trener rozwiąże wszystkie problemy. Taktyką można wiele poprawić, ale nie da się stworzyć jakości z niczego. Można przygotować świetny plan na mecz, ale jeżeli zawodnik w decydującym momencie nie potrafi wykorzystać sytuacji, trener nie może wejść na boisko i zrobić tego za niego.

Jednocześnie Grzelak nie może być również całkowicie poza krytyką. Jeżeli Cracovia będzie dalej grała bez skuteczności, odpowiedzialność za wyniki będzie spadała również na niego. Taka jest specyfika zawodu trenera. Problem polega jednak na tym, że ocenianie szkoleniowca bez jednoczesnego ocenienia polityki kadrowej byłoby zwyczajnie wygodne. Łatwiej zwolnić trenera niż przyznać, że problem może leżeć znacznie wyżej.

A Cracovia zna ten schemat bardzo dobrze. W polskiej piłce niezwykle łatwo jest zrobić z trenera głównego winowajcę. Zespół nie wygrywa? Zmieniamy trenera. Zespół nadal nie wygrywa? Zmieniamy kolejnego. W międzyczasie wymienia się część kadry, zmienia dyrektora sportowego, pojawia się nowa koncepcja i wszyscy zaczynają od początku. Tylko że jeżeli fundament pozostaje ten sam, efekt również często pozostaje podobny.

Cracovia nie potrzebuje kolejnej rewolucji dla samej rewolucji. Potrzebuje wreszcie odpowiedzialności i konsekwencji.

To jest szczególnie ważne, jeśli spojrzymy na wyniki osiągane przez „Pasy” w 2026 roku. Dwa zwycięstwa w dziewiętnastu spotkaniach to bilans, którego nie można ignorować. Można oczywiście powiedzieć, że zmienił się trener i zmieniła się kadra, ale właśnie dlatego te liczby powinny być dla władz klubu dodatkowym powodem do działania, a nie czymś, co można odłożyć na półkę. Jeżeli zespół przez tak długi okres ma ogromne problemy ze zwyciężaniem, rozpoczęcie kolejnego sezonu bez rozwiązania podstawowych problemów jest zwyczajnie ryzykowne.

I teraz Cracovia zaczyna płacić za to ryzyko. Nie jest jeszcze w strefie spadkowej. Nie ma żadnego powodu, żeby po trzech kolejkach ogłaszać walkę o utrzymanie. Tego typu diagnozy byłyby przesadzone. Ale jeśli po kolejnych pięciu czy sześciu spotkaniach sytuacja nadal będzie wyglądała podobnie, nikt nie będzie już mógł mówić, że to tylko przypadek. Wtedy problem stanie się realny, a presja na wszystkie osoby odpowiedzialne za klub będzie ogromna.

Dlatego najbliższe tygodnie są tak ważne. Okno transferowe daje Cracovii możliwość reakcji. Właściciel ma możliwość podjęcia decyzji. Zarząd ma możliwość przeprowadzenia rozmów. Trener ma możliwość poprawienia gry zespołu. Piłkarze mają możliwość odwrócenia sytuacji. To jeszcze nie jest moment, w którym wszystko jest stracone. Ale to jest moment, w którym trzeba przestać czekać.

Bo w Ekstraklasie bardzo łatwo przespać moment, w którym można jeszcze spokojnie naprawić sytuację.

Dzisiaj Cracovia ma jeszcze czas. Ma możliwość sprowadzenia zawodników, którzy poprawią jakość zespołu. Ma możliwość ustabilizowania sytuacji organizacyjnej. Ma możliwość odbudowania zaufania. Tylko że każdy kolejny bezbramkowy mecz będzie ten margines zmniejszał.

I dlatego informacje o możliwej rezygnacji Murata Colaka nie powinny być traktowane wyłącznie jako kolejna plotka transferowo-personalna. Jeśli prezes rzeczywiście uważa, że bez wzmocnień nie da się zrealizować projektu sportowego, jego stanowisko powinno zostać potraktowane poważnie. Jeżeli właściciel uważa inaczej, również powinien to jasno przedstawić. Wtedy przynajmniej kibice będą wiedzieli, na czym stoją.

Najgorszym rozwiązaniem byłoby pozostawienie wszystkiego w zawieszeniu. Cracovia nie może funkcjonować w permanentnej atmosferze niedopowiedzeń. Kibice nie mogą dowiadywać się o najważniejszych sprawach z kolejnych medialnych przecieków. Klub powinien sam komunikować swoją strategię. Jeżeli są pieniądze na transfery, niech będą transfery. Jeżeli ich nie ma, trzeba powiedzieć, że klub ma inne priorytety. Jeżeli prezes ma pełne poparcie właściciela, powinno być to oczywiste. Jeżeli tego poparcia nie ma, dalsze utrzymywanie fikcji stabilności nikomu nie pomoże.

Bo dzisiaj właśnie tej stabilności najbardziej brakuje.

Można oczywiście wychwalać Cracovię za to, że nie rzuca pieniędzmi na prawo i lewo. Można argumentować, że rozsądna polityka finansowa jest ważniejsza niż jeden czy dwa efektowne transfery. I byłoby to słuszne. Klub piłkarski nie może wydawać więcej, niż jest w stanie udźwignąć. Nie można budować zespołu za pieniądze, których później zabraknie na funkcjonowanie całej organizacji. W tym sensie ostrożność finansowa może być zaletą.

Ale ostrożność finansowa nie może oznaczać sportowej bezradności. Jeżeli klub nie ma pieniędzy na zawodnika za miliony, niech znajdzie zawodnika za kilkaset tysięcy. Jeżeli nie stać go na gotowego snajpera z dużym nazwiskiem, niech znajdzie młodego zawodnika z potencjałem. Jeżeli nie może kupić, może wypożyczyć. Możliwości jest wiele. Trzeba tylko mieć pomysł i odpowiednich ludzi, którzy potrafią ten pomysł zrealizować.

I właśnie dlatego tak trudno zaakceptować sytuację, w której po trzech kolejkach Cracovia nadal pozostaje bez rozwiązania problemu ofensywy.

To nie jest problem, który pojawił się wczoraj. To był problem, który należało przewidzieć.

Kibice nie są od tego, żeby zarządzać klubem, prowadzić negocjacje transferowe czy układać skład. Od tego są ludzie, którzy za tę pracę otrzymują pieniądze. Kibice mają natomiast pełne prawo oceniać efekty. A efekty na dziś są słabe. Bardzo słabe.

Dwa punkty. Zero goli. Problemy z ofensywą. Kontuzja Marchwińskiego. Niepewność wokół transferów. Informacje o możliwej rezygnacji prezesa. Do tego bardzo słaby bilans całego 2026 roku. Trudno z tych elementów stworzyć obraz klubu, który znajduje się w pełni komfortowej sytuacji.

I dlatego przy Kałuży rzeczywiście kończy się cierpliwość. Nie dlatego, że kibice oczekują mistrzostwa Polski po trzech kolejkach. Nie dlatego, że każdy mecz bez zwycięstwa jest katastrofą. Nie dlatego, że Cracovia ma obowiązek wygrywać z każdym rywalem.

Cierpliwość kończy się dlatego, że kibice chcą wreszcie zobaczyć sens tego projektu. Chcą wiedzieć, po co są kolejne zmiany, po co są kolejne transfery, po co są kolejne deklaracje. Chcą zobaczyć, że klub nie tylko reaguje na problemy, ale potrafi je przewidywać. Chcą mieć poczucie, że kiedy sprzedawany jest ważny zawodnik, ktoś wcześniej przygotował plan jego zastąpienia. Chcą wiedzieć, że trener nie zostanie pozostawiony sam sobie.

To naprawdę nie są wygórowane oczekiwania. Cracovia może jeszcze wyjść z tego kryzysu. I warto to powiedzieć wyraźnie, bo felieton nie powinien być aktem oskarżenia napisanym po trzech kolejkach. Jeśli klub w najbliższych tygodniach dokona odpowiednich transferów, drużyna zacznie zdobywać bramki i punkty, cała obecna atmosfera może zmienić się bardzo szybko. W futbolu pamięć jest krótka. Kilka zwycięstw potrafi przykryć miesiące problemów.

Ale żeby tych zwycięstw doczekać, ktoś musi wreszcie podjąć decyzję.

Cracovia stoi dzisiaj przed wyborem: albo rzeczywiście zacznie budować zespół, który będzie miał jakość i ambicje odpowiadające marce klubu, albo będzie dalej dryfować, licząc na to, że problemy rozwiążą się same. Drugi scenariusz może być bardzo kosztowny.

Bo dzisiaj dwa punkty i zero goli są ostrzeżeniem. Za kilka tygodni mogą już być konsekwencją braku działania. I wtedy pytanie nie będzie brzmiało: „Dlaczego Cracovia nie zrobiła transferów?”. Będzie brzmiało: „Dlaczego nikt nie zareagował, kiedy jeszcze był na to czas?”.

Sign Up For Daily Newsletter

Stay updated with our weekly newsletter. Subscribe now to never miss an update!

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

error: Content is protected !!
Malopolskie24info
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.