Sprawa wynagrodzeń w miejskich spółkach ponownie wywołuje polityczną dyskusję w Krakowie. Do ustaleń Najwyższej Izby Kontroli odniósł się Jan Hoffman, przewodniczący Rady i Zarządu Dzielnicy I Stare Miasto. Samorządowiec uważa, że w sytuacji, gdy kontrola wykazała nieprawidłowości, miasto powinno podjąć konkretne działania, zamiast ograniczać się do polemiki z kontrolerami. Hoffman domaga się przede wszystkim zwrotu – jak określa – „nadmiarowych kwot”. W jego ocenie pieniądze, których wypłacenie zostało zakwestionowane, powinny wrócić do miejskich spółek. Jednocześnie stawia władzom miasta konkretny termin.
„Skoro Najwyższa Izba Kontroli stwierdziła nieprawidłowości, miasto nie może ograniczyć się do polemiki z kontrolerami” – podkreśla Jan Hoffman.
Zdaniem przewodniczącego Rady i Zarządu Dzielnicy I sprawa nie powinna być sprowadzana wyłącznie do sporu o interpretację wyników kontroli. Jeżeli kontrolerzy wskazali nieprawidłowości dotyczące wydatkowania publicznych pieniędzy, odpowiedzią powinny być działania zmierzające do wyjaśnienia sprawy oraz odzyskania środków, których wypłata została zakwestionowana.
„Nie można wydawać pieniędzy mieszkańców po uważaniu”
Hoffman w swoim stanowisku bardzo mocno akcentuje kwestię odpowiedzialności za gospodarowanie pieniędzmi publicznymi. Jak wskazuje, Kraków jako samorząd nie może być traktowany jak prywatny podmiot, w którym osoby zarządzające mogą swobodnie decydować o wydatkowaniu środków.
„Kraków to nie jest nikogo prywatna firma, nie można wydawać pieniędzy mieszkańców «po uważaniu»” – mówi samorządowiec.
To właśnie kwestia pieniędzy mieszkańców jest jednym z głównych elementów jego stanowiska. Hoffman wskazuje, że środki znajdujące się w dyspozycji miejskich spółek nie są prywatnymi pieniędzmi osób, które nimi zarządzają. W związku z tym sposób ich wydatkowania powinien być szczególnie transparentny i zgodny z obowiązującymi zasadami. Samorządowiec oczekuje, że sprawa nie zostanie odłożona na później, a miasto podejmie działania w konkretnym terminie.
Do końca sierpnia ma być wiadomo, czy pieniądze wrócą
Jan Hoffman wskazuje koniec sierpnia jako termin, do którego – w jego ocenie – nadmiarowe środki powinny zostać zwrócone.
„Dlatego oczekuję w imieniu swoim i Krakowian, że do końca sierpnia te nadmiarowe kwoty zostaną zwrócone” – deklaruje.
To oznacza, że przewodniczący Dzielnicy I oczekuje od władz miasta nie tylko odniesienia się do ustaleń NIK, ale również wykonania konkretnego działania finansowego. Chodzi o zwrot pieniędzy na konta spółek.
Na tym jednak stanowisko Hoffmana się nie kończy.
Zapowiada brak współpracy z osobami, które pobrały zawyżone wynagrodzenia
Samorządowiec zapowiada również konsekwencje o charakterze personalnym. Zastrzega przy tym, że chodzi o sytuację, w której nadmiarowe kwoty nie zostałyby zwrócone.
Hoffman wskazuje, że jeżeli w przyszłości zostanie prezydentem Krakowa albo uzyska wpływ na miejską władzę wykonawczą, osoby, które miały pobrać zawyżone wynagrodzenia, nie mogą liczyć na jego współpracę.
„Jeśli nadmiarowe kwoty nie trafią z powrotem na konta spółek, to zapowiadam już dzisiaj, że gdy zostanę prezydentem, lub będę miał jakikolwiek wpływ na władze wykonawczą w mieście, nie widzę możliwości współpracy z osobami, które pobrały zawyżone wynagrodzenia” – zapowiada Jan Hoffman.
Jest to zdecydowanie najmocniejsza część jego stanowiska. Hoffman nie mówi wyłącznie o konieczności przeprowadzenia dodatkowych analiz czy wyjaśnienia wątpliwości. Łączy kwestię ewentualnego braku zwrotu pieniędzy z przyszłą odpowiedzialnością personalną.
Sprawa wynagrodzeń może stać się ważnym tematem politycznym
Wypowiedź Jana Hoffmana wpisuje się w szerszą dyskusję dotyczącą funkcjonowania miejskich spółek i sposobu gospodarowania publicznymi pieniędzmi. Ustalenia kontroli NIK stały się bowiem punktem wyjścia do pytań o wysokość wynagrodzeń, zasady ich przyznawania oraz odpowiedzialność osób zajmujących kierownicze stanowiska.
W przypadku Krakowa sprawa ma dodatkowy wymiar, ponieważ miejskie spółki zarządzają majątkiem i środkami pozostającymi w sferze publicznej. Każda informacja o nieprawidłowościach dotyczących wynagrodzeń może więc wywoływać pytania o standardy nadzoru ze strony miasta. Hoffman chce, aby odpowiedź na te pytania była konkretna: zakwestionowane kwoty powinny zostać zwrócone, a osoby odpowiedzialne za pobranie zawyżonych wynagrodzeń powinny ponieść konsekwencje przynajmniej w zakresie przyszłej współpracy z władzami miasta. Jednocześnie z samej wypowiedzi Hoffmana nie wynika, aby wszystkie osoby, których dotyczą ustalenia NIK, zostały prawomocnie uznane za osoby działające bezprawnie. Samorządowiec posługuje się określeniem „nadmiarowe kwoty” i odnosi swoje żądania do ustaleń kontroli.
Co zrobią władze Krakowa?
Teraz kluczowe będzie stanowisko władz miasta oraz samych spółek. Jeżeli kwoty zostaną zwrócone, jeden z najważniejszych postulatów przedstawionych przez Hoffmana zostanie spełniony. Jeżeli natomiast do zwrotu nie dojdzie, sprawa może stać się jeszcze poważniejszym przedmiotem sporu politycznego. Szczególnie istotny będzie również sposób, w jaki miasto odniesie się do samych ustaleń Najwyższej Izby Kontroli. Hoffman jasno daje do zrozumienia, że samo kwestionowanie lub polemizowanie z wnioskami kontrolerów nie jest dla niego wystarczającą odpowiedzią. W jego ocenie mieszkańcy Krakowa mają prawo oczekiwać, że w przypadku stwierdzenia nieprawidłowości pieniądze zostaną rozliczone, a osoby odpowiedzialne za ich wydatkowanie będą musiały zmierzyć się z konsekwencjami.
Sprawa może więc w najbliższych tygodniach nabierać znaczenia nie tylko jako kwestia finansowa, ale również jako element krakowskiej debaty o transparentności, odpowiedzialności władz oraz funkcjonowaniu miejskich spółek.
Do końca sierpnia pozostaje czas na odpowiedź na najważniejsze pytanie stawiane przez Jana Hoffmana: czy zakwestionowane przez NIK nadmiarowe kwoty rzeczywiście wrócą do miejskich spółek?

















