Kraków jest jednym z najchętniej odwiedzanych miast w Polsce, ale wraz z milionami turystów rosną także koszty, które ponosi samorząd. Łukasz Gibała przekonuje, że rocznie może chodzić nawet o 85 mln zł wydawanych na sprzątanie, odpady i dodatkową pracę straży miejskiej. Jego zdaniem czas, aby część tego rachunku zaczęli ponosić również turyści. Polityk chce m.in. opłaty turystycznej i regulacji najmu krótkoterminowego.
W 2025 roku Kraków odwiedziło 16,25 mln osób. W tej liczbie znalazło się ponad 7 mln turystów krajowych, 1,68 mln turystów zagranicznych oraz ponad 7,4 mln osób odwiedzających miasto jednodniowo. W porównaniu z 2024 rokiem liczba odwiedzających wzrosła o około 10 proc. To dla Krakowa ogromny sukces gospodarczy. Turyści korzystają z hoteli, restauracji, sklepów, atrakcji turystycznych i transportu, zostawiając w mieście miliardy złotych. Według danych miejskich w 2025 roku wydatki odwiedzających podczas pobytu w Krakowie wyniosły około 15,4 mld zł. Problem w tym, że turystyka ma również drugą stronę. I właśnie na nią zwraca uwagę Łukasz Gibała.
85 milionów złotych kosztów
Były kandydat na prezydenta Krakowa i miejski polityk przekonuje, że masowa turystyka generuje dla miasta ogromne wydatki. Według przedstawionych przez niego wyliczeń samo usuwanie odpadów pozostawianych przez turystów kosztuje około 25 mln zł rocznie. Kolejne 40 mln zł ma pochłaniać bieżące sprzątanie, a około 20 mln zł to dodatkowe koszty funkcjonowania Straży Miejskiej związane z obsługą ruchu turystycznego. Łącznie daje to 85 mln zł rocznie.
Gibała przelicza tę kwotę również na mieszkańca. Według jego wyliczenia jest to co najmniej około 103 zł rocznie przypadające na jednego krakowianina. I właśnie tutaj pojawia się pytanie, które może być jednym z ważniejszych tematów dyskusji o przyszłości turystyki w Krakowie: czy koszty masowego ruchu turystycznego powinny być pokrywane przede wszystkim z podatków mieszkańców? Bo korzyści z turystyki są rozproszone. Zarabiają hotele, restauracje, firmy transportowe, właściciele atrakcji turystycznych, sklepy czy przedsiębiorcy obsługujący przyjezdnych. Natomiast część kosztów związanych z funkcjonowaniem miasta ponosi samorząd. Miasto musi sprzątać ulice. Musi utrzymywać przestrzeń publiczną. Musi reagować na zakłócenia porządku. Musi zapewniać funkcjonowanie infrastruktury, z której korzystają nie tylko mieszkańcy, ale również miliony odwiedzających.
„Turyści korzystają z miasta niemal za darmo”
Gibała uważa, że obecny system jest niesprawiedliwy, ponieważ turysta korzystający z krakowskiej infrastruktury nie ponosi bezpośrednio części kosztów, które jego obecność generuje.
„Turyści korzystają dziś z miasta niemal za darmo, a rachunek regulują mieszkańcy” – przekonuje.
To właśnie dlatego postuluje wprowadzenie opłaty turystycznej, która pozwoliłaby przynajmniej częściowo przenieść koszty obsługi ruchu turystycznego na osoby przyjeżdżające do Krakowa. Nie jest to pomysł nowy. Gibała od lat opowiada się za takim rozwiązaniem. W 2024 roku jego klub radnych „Kraków dla Mieszkańców” apelował o umożliwienie samorządom wprowadzenia opłaty turystycznej. Argumentowano wówczas, że podobne rozwiązania funkcjonują w wielu europejskich miastach i pozwalają częściowo równoważyć koszty generowane przez masowy ruch turystyczny. Dyskusja o opłacie turystycznej w Krakowie nie jest więc jedynie elementem obecnej kampanii czy bieżącej politycznej wymiany zdań. To temat, który powraca od lat.
Kraków chce turystów, ale nie chce płacić za wszystko?
Sprawa jest jednak bardziej skomplikowana. Bo trudno zaprzeczyć, że Kraków na turystyce zarabia. I to bardzo dużo. W 2025 roku do miasta przyjechało 16,25 mln osób, a ich łączne wydatki zostały oszacowane na około 15,4 mld zł. Co więcej, wzrost wartości wydatków był znacznie większy niż sam wzrost liczby odwiedzających. Z punktu widzenia gospodarki Krakowa turystyka jest więc niezwykle istotna. Nie można jednak wyciągać z tego wniosku, że skoro turystyka przynosi miliardy, to miasto powinno bez ograniczeń ponosić wszystkie koszty jej obsługi. Wręcz przeciwnie. Im większy jest ruch turystyczny, tym poważniejsze staje się pytanie o jego bilans. I właśnie tutaj propozycja Gibały jest interesująca: nie chodzi o to, aby pozbyć się turystów, ale aby część kosztów ich obecności przenieść z mieszkańców na osoby, które przyjeżdżają do miasta.
Opłata turystyczna. Kraków od lat czeka na zmianę przepisów
Jest jednak problem, którego nie można pominąć. Kraków obecnie nie może po prostu samodzielnie wprowadzić dowolnej opłaty turystycznej według własnego uznania. Możliwość pobierania takiej opłaty wynika z przepisów ustawowych i jest uzależniona od określonych kryteriów. Właśnie dlatego Gibała chce zmiany prawa.
Wcześniej wskazywał, że obecne przepisy uzależniają możliwość wprowadzenia opłaty od spełnienia jednocześnie określonych warunków dotyczących właściwości klimatycznych i walorów krajobrazowych. Jego zdaniem wystarczyłaby zmiana jednego słowa w przepisach – zastąpienie „oraz” przez „lub” – aby otworzyć drogę takim miastom jak Kraków do wprowadzenia opłaty. Według szacunków Gibały Kraków mógłby dzięki opłacie uzyskać nawet około 220 mln zł rocznie. To znacznie więcej niż wspomniane przez niego 85 mln zł kosztów związanych ze sprzątaniem i obsługą turystyki. Te liczby pokazują, dlaczego politycy i miejscy aktywiści tak mocno naciskają na zmianę przepisów.
220 mln zł brzmi imponująco, ale trzeba uważać z wyliczeniami
Warto jednak rozdzielić dwie rzeczy. 85 mln zł to szacunki Gibały dotyczące określonych kosztów związanych z masową turystyką. 220 mln zł to natomiast jego szacunek potencjalnych wpływów z opłaty turystycznej. Nie są to więc dwie oficjalne pozycje miejskiego budżetu, które można po prostu zestawić jako „85 mln kosztów i 220 mln potencjalnych dochodów”. Ostateczne wpływy zależałyby między innymi od konstrukcji opłaty, jej wysokości, liczby osób objętych obowiązkiem oraz zasad pobierania. Sam pomysł wymagałby więc dokładnego policzenia. Ale nawet ostrożne podejście do tych szacunków nie zmienia jednego: skala krakowskiej turystyki jest tak duża, że warto rozmawiać o tym, jak podzielić koszty jej obsługi.
Kolejny problem: najem krótkoterminowy
Gibała nie ogranicza swoich propozycji wyłącznie do opłaty turystycznej. Postuluje również regulację najmu krótkoterminowego. To temat szczególnie istotny dla historycznego centrum Krakowa. Apartamenty wynajmowane na kilka dni mogą być atrakcyjne dla turystów i właścicieli nieruchomości, ale ich rozwój może mieć konsekwencje dla rynku mieszkaniowego i charakteru poszczególnych części miasta. Problem polega na tym, że mieszkanie przeznaczone na krótkoterminowy najem może funkcjonować zupełnie inaczej niż lokal wynajmowany mieszkańcowi na rok czy kilka lat. W centrum miasta, gdzie presja turystyczna jest największa, masowy rozwój takiego modelu może dodatkowo wzmacniać proces wypierania funkcji mieszkaniowej przez turystyczną. Gibała mówi więc o konieczności regulacji tego rynku oraz o skuteczniejszym egzekwowaniu obowiązujących przepisów.
Kraków musi znaleźć równowagę
Problem polega na tym, że Kraków nie może po prostu powiedzieć: „turystów jest za dużo”. Turystyka jest jednym z fundamentów lokalnej gospodarki. Miasto korzysta z ogromnego zainteresowania zagranicznych i krajowych gości. Restauracje, hotele, przewodnicy, firmy transportowe, instytucje kultury i tysiące innych przedsiębiorców funkcjonują między innymi dzięki przyjezdnym. Według danych miejskich odwiedzający wydali w Krakowie w 2025 roku około 15,4 mld zł. Nie chodzi więc o walkę z turystami. Chodzi o znalezienie odpowiedzi na pytanie, jak sprawić, żeby turystyka była korzystna również dla mieszkańców, którzy żyją w Krakowie przez cały rok. Bo jeśli miasto zarabia miliardy dzięki turystyce, ale jednocześnie mieszkańcy coraz częściej skarżą się na hałas, śmieci, problemy z porządkiem czy presję na przestrzeń mieszkaniową, to udawanie, że problemu nie ma, również nie jest rozwiązaniem.
„Nie chcemy turystyki. Chcemy, żeby turystyka miała swoją cenę”
W gruncie rzeczy propozycje Gibały można sprowadzić do jednego pytania: czy osoba odwiedzająca Kraków powinna w większym stopniu uczestniczyć w finansowaniu infrastruktury, z której korzysta? W wielu europejskich miastach odpowiedź brzmi: tak. Opłata turystyczna nie musi oznaczać ogromnego obciążenia dla odwiedzających. Może być stosunkowo niewielką kwotą doliczaną do pobytu, ale przy milionach turystów nawet niewielka opłata może wygenerować znaczące wpływy. Z drugiej strony trzeba pamiętać, że dodatkowa opłata może zostać w praktyce przeniesiona na klienta hotelu czy apartamentu. Nie jest więc magicznym sposobem na zdobycie pieniędzy bez żadnych konsekwencji. Ale właśnie o to chodzi w całej dyskusji. Skoro turysta korzysta z miasta, dlaczego całkowity koszt tej obecności ma ponosić mieszkaniec? To pytanie jest znacznie trudniejsze do odrzucenia niż proste hasło „jesteśmy przeciwko turystyce”.
16,25 mln odwiedzających i coraz większa presja na miasto
Skala zjawiska robi wrażenie. W ciągu jednego roku Kraków odwiedziło 16,25 mln osób – przy populacji miasta wynoszącej około 800 tys. mieszkańców. Oczywiście nie wszyscy odwiedzający są w Krakowie jednocześnie. Nie wszyscy nocują, nie wszyscy imprezują na Starym Mieście i nie wszyscy generują problemy. Ale sama skala pokazuje, że Kraków jest miastem funkcjonującym pod ogromną presją ruchu przyjezdnych. Dlatego dyskusja o kosztach turystyki nie jest fanaberią. To kwestia zarządzania miastem.
Gibała proponuje trzy podstawowe rozwiązania: opłatę turystyczną, regulację najmu krótkoterminowego oraz skuteczniejsze egzekwowanie prawa. Czy wszystkie te rozwiązania okażą się skuteczne? To już temat do osobnej debaty. Ale jedno jest pewne: przy 16,25 mln odwiedzających rocznie pytanie o to, kto płaci za obsługę tak ogromnego ruchu, będzie wracało. I trudno oczekiwać, że mieszkańcy będą chcieli bez końca finansować koszty sprzątania i porządku, podczas gdy zyski z turystyki trafiają przede wszystkim do konkretnych sektorów gospodarki.
Kraków może nadal być miastem otwartym na turystów. Ale otwartość nie musi oznaczać, że mieszkańcy mają wystawiać za tę gościnność rachunek z własnej kieszeni.
A jeśli rzeczywiście – jak twierdzi Łukasz Gibała – samo sprzątanie, odpady i dodatkowe koszty Straży Miejskiej oznaczają dla miasta około 85 mln zł rocznie, to pytanie nie powinno już brzmieć „czy rozmawiać o kosztach turystyki?”. Powinno brzmieć: jak sprawić, żeby rachunek za masową turystykę nie trafiał wyłącznie do mieszkańców Krakowa?

















