Monika Piątkowska zabrała głos w sprawie bezpieczeństwa w Krakowie po tragicznym wypadku na ulicy Solnej. Polityczka zwróciła uwagę na sygnały, które wcześniej mieli przekazywać mieszkańcy, i skrytykowała sytuację, w której działania podejmowane są dopiero wtedy, gdy dochodzi do tragedii. Jej zdaniem głos krakowian powinien być znacznie poważniej traktowany przez miejskich urzędników i osoby odpowiedzialne za bezpieczeństwo. Jak podkreśla, mieszkańcy na co dzień korzystają z ulic, chodników i infrastruktury w swoich dzielnicach, dlatego często jako pierwsi zauważają miejsca, które mogą stwarzać zagrożenie.
„Nie do zaakceptowania jest dla mnie bagatelizowanie sygnałów płynących od mieszkańców ws. bezpieczeństwa, czy to na chodnikach, czy na ulicach, czy w jakimkolwiek innym obszarze naszego miasta”.
W swoim wpisie Piątkowska wskazuje, że jednym z największych problemów jest reagowanie dopiero po wystąpieniu dramatycznych wydarzeń. Jej zdaniem działania podejmowane już po tragedii nie mogą zastąpić wcześniejszej analizy problemów i skutecznej reakcji na zgłoszenia mieszkańców.
„Działanie, gdy już dojdzie do tragedii, to odwracanie uwagi od problemów, na które często uwagę zwracają sami krakowianie, którzy wiedzą najlepiej, jak wygląda życie na ich osiedlach i dzielnicach”.
Polityczka bezpośrednio odniosła się również do sytuacji na ulicy Solnej. To właśnie tam doszło w ostatnich dniach do tragicznego wypadku, w którym zginęli rodzice ośmiomiesięcznego dziecka, a samo dziecko w ciężkim stanie trafiło do szpitala. Sprawa wywołała ogromne poruszenie w Krakowie i rozpoczęła szeroką dyskusję dotyczącą bezpieczeństwa pieszych, prędkości pojazdów oraz organizacji ruchu w tej części miasta. Władze Krakowa zapowiedziały między innymi dodatkowe działania na ulicy, gdzie doszło do tragedii.
Piątkowska zwraca jednak uwagę, że podobne działania powinny być podejmowane nie tylko po najtragiczniejszych wydarzeniach.
„Dziś już wiemy, że tak samo było w przypadku ul. Solnej”.
W dalszej części wpisu polityczka krytykuje również, jak określa, przekonanie części administracji, że urzędnicy zawsze najlepiej wiedzą, jakie rozwiązania są potrzebne w poszczególnych częściach miasta. Jej zdaniem mieszkańcy powinni być traktowani jako ważne źródło informacji o realnych problemach występujących w Krakowie. To oni codziennie poruszają się po swoich ulicach, przechodzą przez skrzyżowania i obserwują sytuacje, których nie zawsze można dostrzec podczas pojedynczych kontroli czy analiz prowadzonych przez urzędy.
„Skończmy wreszcie z przeświadczeniem, że urzędnik wie lepiej, bo inaczej będziemy budzić się do działania jedynie po kolejnych tragediach, których trzeba unikać, a nie tylko wyciągać z nich wnioski”.
Wypowiedź Moniki Piątkowskiej wpisuje się w trwającą w Krakowie debatę dotyczącą bezpieczeństwa mieszkańców i odpowiedzialności miasta za reagowanie na zgłaszane problemy. Po tragedii na Solnej coraz częściej pojawia się pytanie, czy wcześniejsze sygnały mieszkańców dotyczące niebezpiecznych miejsc powinny być szybciej analizowane i czy miasto powinno skuteczniej reagować, zanim dojdzie do poważnych zdarzeń.
Tragedia na Zabłociu stała się jednym z najważniejszych tematów ostatnich dni w Krakowie. Choć śledczy wskazują na zachowanie kierowcy jako bezpośrednią przyczynę wypadku, dyskusja dotycząca bezpieczeństwa infrastruktury oraz reagowania na uwagi mieszkańców wciąż trwa.
Monika Piątkowska przekonuje, że miasto powinno wyciągnąć z tej tragedii znacznie szersze wnioski. Jej zdaniem bezpieczeństwo nie może być traktowane jako temat, którym zajmuje się dopiero po śmiertelnym wypadku.
„Trzeba unikać tragedii, a nie tylko wyciągać z nich wnioski” – podkreśla Piątkowska.

















