Za miesiąc mieszkańcy Krakowa ponownie pójdą do urn, aby wybrać nowego prezydenta miasta. Zdaniem politologa dr hab. Macieja Zakrzewskiego kampania wyborcza dopiero zaczyna nabierać tempa, a duża liczba potencjalnych kandydatów może sprawić, że ostateczne rozstrzygnięcie zapadnie dopiero w II turze. Wybory prezydenckie w Krakowie odbędą się 27 września. Ewentualną drugą turę zaplanowano na 11 października. Głosowanie zostało zarządzone po majowym referendum, w którym mieszkańcy zdecydowali o odwołaniu z funkcji prezydenta miasta Aleksandra Miszalskiego.Przed kandydatami i ich komitetami ostatnie tygodnie intensywnej kampanii. Do walki o fotel prezydenta Krakowa zgłosiło się wiele środowisk, a komisarz wyborczy zarejestrował 23 komitety wyborcze, które zamierzają wystawić swoich kandydatów.
Najpierw 3 tysiące podpisów
Aby kandydatura mogła zostać oficjalnie zarejestrowana, konieczne jest zebranie co najmniej 3 tysięcy podpisów poparcia. Termin rejestracji kandydatów mija 3 września. Zdaniem dr hab. Macieja Zakrzewskiego właśnie ten etap może zweryfikować część zapowiedzi wyborczych.
– Zobaczymy, ilu będzie formalnie kandydatów. Dla tych mniej znanych zebranie 3 tysięcy podpisów może być sporym wysiłkiem – ocenił politolog.
Wymaganą liczbę podpisów zebrali już m.in. Michał Drewnicki, Łukasz Gibała oraz Monika Piątkowska. Kandydat PiS złożył już podpisy w miejskiej komisji wyborczej.
Duża liczba kandydatów może oznaczać II turę
Politolog zwraca uwagę, że tak duże zainteresowanie wyborami nie jest przypadkowe. Jego zdaniem dla części osób start w krakowskich wyborach może być również okazją do zwiększenia swojej rozpoznawalności przed przyszłorocznymi wyborami parlamentarnymi.
– Na rok przed wyborami do parlamentu dla części polityków to już jest prekampania – wskazuje Zakrzewski.
Według eksperta wielu kandydatów może próbować wykorzystać kampanię samorządową do zaznaczenia swojej obecności w polityce i budowania pozycji na przyszłość. Jednocześnie duża liczba nazwisk może rozproszyć głosy. Właśnie dlatego politolog przewiduje, że trudno będzie jednemu kandydatowi zdobyć ponad 50 procent głosów już w pierwszej turze.
„Kampania dopiero nabiera rozpędu”
Zakrzewski podkreśla, że dotychczasowe badania opinii publicznej nie muszą jeszcze odzwierciedlać rzeczywistego układu sił w kampanii.
– Trzeba poczekać na nowsze sondaże. Te dotychczas były robione w warunkach niekampanijnych. Kampania dopiero nabiera rozpędu. Mieliśmy wakacje, a to również był istotny czynnik wpływający na aktywność kandydatów i sondaże – ocenił.
Dotychczasowe badania wskazywały na silną pozycję Łukasza Gibały, który dwa lata temu był bardzo blisko zwycięstwa w wyborach na prezydenta Krakowa. W drugiej turze w 2024 roku przegrał z Aleksandrem Miszalskim różnicą około 2 procent głosów. Zdaniem politologa jest to kapitał polityczny, który Gibała może wykorzystywać również podczas obecnej kampanii.
Nie wystarczą same obietnice
Ekspert uważa również, że w obecnej sytuacji kandydaci nie wygrają wyborów wyłącznie składaniem kolejnych obietnic. Szczególne znaczenie może mieć autentyczność, wiarygodność oraz pokazanie, że najważniejsze są konkretne sprawy mieszkańców.
– Kraków, ten lokalny, jest najważniejszy – podkreśla politolog.
Zakrzewski zwraca uwagę, że wielu kandydatów zaczyna przedstawiać podobne propozycje, między innymi dotyczące komunikacji miejskiej i przywrócenia biletów 20-minutowych. Problemem może być jednak sytuacja finansowa miasta.
– Trudno składać obietnice, kiedy ludzie widzą, że ich realizacji nie sprzyja sytuacja finansowa miasta – zauważa ekspert.
Wybory w cieniu majowego referendum
Tegoroczna kampania będzie również odbywała się w cieniu majowego referendum. Zdaniem politologa jego wynik pokazał, że mobilizacja obywatelska może mieć ogromne znaczenie dla wyniku wyborów.
– Referendum było mobilizacją pod szyldem obywatelskim. Ono okazało się sukcesem. Tej strategii również kandydat nie może ignorować, bo emocje zostają – ocenił.
Oznacza to, że kandydaci będą musieli przekonać do siebie nie tylko wyborców konkretnych partii politycznych, ale również mieszkańców, którzy podczas referendum pokazali swoje niezadowolenie z dotychczasowej sytuacji w mieście. Piątkowska z szansą na odcięcie się od przeszłości? Politolog odniósł się także do sytuacji Moniki Piątkowskiej, której kandydaturę popierają KO i PSL. Zwrócił uwagę, że brak zarządu małopolskich struktur Koalicji Obywatelskiej może mieć dla jej kampanii zarówno negatywne, jak i pozytywne konsekwencje.
Z jednej strony może utrudniać organizację kampanii i mobilizację partyjnych struktur. Z drugiej jednak może pozwolić kandydatce mocniej odciąć się od poprzednich władz Krakowa oraz politycznych skojarzeń związanych z odwołanym w referendum prezydentem.
– Dzięki temu Piątkowska może pokazać, że przeszłość była, teraz jest nowe – ocenił Zakrzewski.
Kto chce zostać prezydentem Krakowa?
Wśród osób, które zapowiedziały udział w wyborach, znaleźli się m.in. Marian Banaś, Bartosz Bocheńczak, Michał Drewnicki, Łukasz Gibała, Daria Gosek-Popiołek, Jan Hoffman, Michał Klimek, Aleksandra Owca, Monika Piątkowska, Sławomir Pietrzyk, Marianna Schreiber, Grażyna Zofia Świat oraz Łukasz Wantuch. Ostateczna lista kandydatów będzie jednak znana dopiero po zakończeniu procesu rejestracji i zweryfikowaniu zgłoszeń przez komisję wyborczą. Kampania wyborcza potrwa do 25 września. Dwa dni później, 27 września, mieszkańcy Krakowa zdecydują, kto obejmie najważniejszy urząd w mieście. Jeśli żaden z kandydatów nie zdobędzie w pierwszej turze ponad połowy ważnych głosów, krakowianie ponownie pójdą do urn 11 października.

















